FIRMA GRANDECANE.PL

Mariusz Rusin (konferansjer): Uprowadziłem swojego kota!

W kolejnym odcinku Strefy Zoologicznej gościem będzie Mariusz Rusin — konferansjer, model i sportowiec o wielkim sercu, który opowie, jak w jego życiu pojawił się kot Pikej oraz dlaczego zrezygnował z kariery pływackiej na rzecz prowadzenia eventów.

Michał Sawa: Dziękuję, że przyjąłeś zaproszenie do naszego programu. Dziś będziemy rozmawiali o kocie?

Mariusz Rusin: O kocie i nie tylko.

M.S: Nie tylko, ale to jest program Strefa Zoologiczna, więc kot ma pierwszeństwo. Kot to nie żaden skrót, ale żywe zwierze na czterech łapach.

M.R: Dokładnie tak, kot Pikej.

M.S: Może pokażemy zdjęcie Pikeja. To on?

M.R: To jest Pikej za młodu.

M.S: Za młodu, bo wszystko zaczęło się, kiedy Pikej był młody?

M.R: Tak, poznaliśmy się, jak miał może dwa tygodnie i mogę powiedzieć, że go uprowadziłem.

M.S: No właśnie! Jak można uprowadzić kota? Powiedz, uprowadziłeś, ukradłeś, porwałeś? Tak, żebyśmy mieli pewność, jaki paragraf zaproponować Ci pod koniec programu.

M.R: Uprowadziłem, ukradłem i porwałem, więc wszystko się zgadza. Recydywa, ale oficjalnie mam papiery adopcyjne.

M.S: Więc wszystko dobrze się skończyło, pewnie dostałeś wyrok w zawiasach, skoro masz te papiery adopcyjne. Jak to się zaczęło z tym Pikejem?

M.R: Pięć lat temu byłem na wakacjach w miejscowości Braniewo. Tam spędzałem wakacje z ówczesną dziewczyną. Pewnego dnia do jej ogrodu zawitał właśnie taki mały kotek, którego później nazwałem Pikej.

On wcześniej stracił matkę, bo nikt się nim nie opiekował. Kot chodził głodny, później przygarnął go sąsiad i na początku go karmił, ale wypuszczał go rano, jak szedł do pracy i kot chodził cały dzień głodny i chory. Miał koci katar więc zabierałem go do weterynarza.

M.S: Czyli cierpiał na choroby, które mają dzikie koty.

M.R: Dokładnie tak.

M.S: Co później działo się z tym kotem, bo z tego, co mi mówiłeś, spotkała go jakaś straszna historia.

M.R: Z tym uprowadzeniem to było tak, że pewnego dnia wyszedłem na ogród, Pikej do mnie podszedł i razem zaczęliśmy obserwować podwórko.

Spojrzałem na niego i stwierdziłem, że chyba jest na mnie skazany, bo jak wcześniej wspomniałem, kot był głodny i schorowany. Więc wziąłem go pod pachę i przyjechałem z nim do Warszawy.

M.S: Więc był to trochę przypadek, że poznałeś swojego kota Pikeja. A jaki był Twój wcześniejszy stosunek do zwierząt?

M.R: Od dziecka lubiłem koty. Jak mieszkałem z rodzicami, to oni mieli głównie koty, a później psy.

Koty zawsze chodzą swoimi ścieżkami, a to jest dla mnie fascynujące.

Psa można wychować, a z kotem bywa różnie dlatego dzisiaj nie przyjechałem z Pikejem, bo raczej by tu ze mną nie wysiedział.

M.S: A co by robił?

M.R: No właśnie nie wiem, pewnie chodził, szukał, wąchał.

M.S: Później w jego życiu wydarzyło się dosyć przykra dla niego historia.

M.R: Tak na tym zdjęciu jeszcze widać, jak Pikej ma zaropiałe oczy i pysk rozwalony przez wilczura.

Jak przyjechał do mnie do Warszawy, to gdy pewnego razu wyjechałem za granicę, a kot został u moich rodziców, to pewnego dnia wyskoczył przez uchylone okno i na nim zawisł. Zmiażdżył sobie miednicę i spowodował nacisk na jeden z nerwów.

M.S: Dlaczego koty chcą wyskakiwać przez okna?

M.R: Kiedy kot wychowuje się dziko, to po zamknięciu w domu chce poczuć wolność. Tak więc wyskoczył przez okno i doznał paraliżu tylnych łapek i ciągnął je za sobą.

Weterynarz stwierdził, że nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. Po dwóch miesiącach zaczął chodzić na trzy łapy, później doszła ta czwarta łapka i kot stał się sprawny.

M.S: Czyli dzięki Tobie Pikej wrócił do swojej kondycji fizycznej?

M.R: Tak, ale jakiś rok później Pikej przytrzasnął sobie ogon w szafie i zerwał sporą długość ogona wraz ze skórą.

M.S: Jest to czarny kot. Może mieć pecha przez to, że jest czarny?

M.R: Być może tak, chociaż ja w przesądy nie wierzę.

M.S: A co mówi weterynarz?

M.R: Weterynarz zawsze jak widzi Pikeja to mówi: co znowu z nim nie tak? Na tym zdjęciu widać, że jego ogon jest krótszy, wygląda jak piąta łapka.

Jest tu już po amputacji. Po tej sytuacji nic złego już się nie wydarzyło i mam nadzieję, że już nic się nie stanie.

M.S: A jak dzisiaj miewa się Pikej? Założył może rodzinę?

M.R: Pikej jest po kastracji, więc nie założył rodziny, ale jest szczęśliwym kotem.

M.S: Fajnie, że są takie osoby jak Ty, które mają serce dla zwierząt i trwają przy nich, mimo że coś się dzieje z kotem. Bo nie wiem, czy słyszałeś, ale przykładowo, jeśli kot ma sparaliżowane łapki, są weterynarze, którzy proponują uśpienie.

Ale to nie jest żadne wyjście, jak się okazuje. To, co mówisz, jest dowodem na to, że jeżeli odpowiednio zaopiekujemy się zwierzęciem, to nawet z paraliżu łap taki kot może wyjść. To świetny przykład dla innych.

M.R: Jak zobaczyłem Pikeja to aż łezka się w oku zakręciła.

Nie płaczę, ale wtedy popłakałem się, gdy zobaczyłem kota, który ciągnie za sobą dwie łapki. Tym bardziej że on był bardzo młody, miał chyba niecałe dwa lata.

M.S: Ale wszystko się dobrze skończyło i dobrze, że go kiedyś porwałeś. Wiem, że kiedyś pływałeś. Może bycie sportowcem i dbanie o ciało sprawiło, że ta Twoja wola walki przeszła na Twojego kota.

M.R: Być może. W sporcie dążymy do celu i wiemy, że założony cel jest jak gdyby przesunięty w czasie. To nie jest tak, że jutro wydarzy się coś super, tylko planujemy formę na kilka lat do przodu. Więc Pikej może przejął to ode mnie i uwierzył, że będzie jeszcze chodził.

M.S: A jak było z tym Twoim pływaniem?

M.R: Trenowałem 13 lat, treningi odbywały się dwa razy dziennie. Cały worek medali pozostał jako pamiątka, ale nastąpił taki moment w moim życiu, że szukałem jakiejś zmiany.

Wiedziałem, że to już mnie tak nie kręci i chciałem to zmienić. Tylko jak ktoś robi coś przez trzynaście lat, to tak nagle nie wie co ma robić dalej.

U mnie było właśnie tak, że skończyłem pływać, rodzice mówili, żebym do tego wrócił, bo sam nie wiedziałem co będę robić dalej w życiu. Natomiast wiedziałem, że chcę robić duże rzeczy. Dziś jestem konferansjerem i prowadzę eventy.

M.S: Prowadzisz imprezy dla dużych firm? Co to są za eventy?

M.R: Różnie. Są to bankiety, gale wieczorowe, imprezy plenerowe, pokazy mody. Lubię różnorodność, bo wtedy wiem, że się rozwijam.

M.S: Czyli pracujesz z gwiazdami?

M.R: Tak, również przy produkcji telewizyjnej. Tym też się zajmuję i od dwóch lat pracuje z gwiazdą, która jest na okładkach, ma swoje programy, a jest to Małgosia Rozenek-Majdan.

M.S: A z kim jeszcze pracowałeś?

M.R: Z prowadzącym program Ostre Cięcie i z mentorkami z Projektu Lady.

M.S: Ja też wynalazłem magazyn, w którym była sesja okładkowa z dzieckiem.

M.R: Nie z moim, bo nie mam dzieci. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy lubię dzieci. Ale jak wspomniałem, niektóre rzeczy dzieją się po coś, aby później coś się z tego urodziło.

Tutaj na okładce jestem właśnie z dzieckiem, a jakiś czas później zacząłem pracę na świetlicy osiedlowej jako opiekun.

M.S: To nawet było wydanie specjalne Managera. Co z tą pracą w świetlicy osiedlowej?

M.R: Byłem tam opiekunem. Odrabiałem z dziećmi lekcje, organizowałem im zajęcia sportowe, teatralne, plastyczne, czy karaoke.

M.S: No tak, ale mogłeś w tym czasie robić cokolwiek innego. Mimo to poświęcałeś czas dzieciom.

M.R: Tak, jakiś czas przed tym, jak zacząłem tam pracować myślałem o tym, aby zaangażować się w pracę z dziećmi. Czy to charytatywną, czy inną, bo sam chciałem się przekonać, czy tak naprawdę lubię dzieci. Akurat ta praca jako opiekuna pokazała mi, że jednak je lubię.

M.S: A lubisz pracę konferansjera?

M.R: Bardzo lubię. Uwielbiam występować przed ludźmi na scenie, chociaż gdy byłem mały, byłem bardzo małomówny i wstydliwy.

M.S: No tak, bo przez 13 lat pływałeś. A tam się raczej nie nagadasz.

M.R: No nie nagadam. Było to też raczej zamknięte środowisko pływackie, z tymi ludźmi się trzymałem. Więc nie byłem jakoś wygadany.

M.S: Więc przez 13 lat skumulowało się w Tobie to wszystko, że nie mogłeś z kimś pogadać i zostałeś konferansjerem?

M.R: To takie pokonywanie przeciwności.

M.S: Przyniosłeś też magazyn, w którym jest z Tobą wywiad.

M.R: Tak, jest to OHH Magazine, jest tu ze mną wywiad, bo będę prowadził we wrześniu event na Festiwalu Marketingu, na który serdecznie wszystkich zapraszam.

W wywiadzie mówię właśnie o tym, jak zostałem konferansjerem, z jakimi niewygodnymi sytuacjami spotkałem się podczas prowadzenia eventów i wiele, wiele innych.

M.S: Jakie plany na przyszłość?

M.R: To jest dobre pytanie. Na pewno prowadzenie coraz większych eventów, na większą skalę. W czerwcu będzie to event na tysiąc osób z branży nieruchomości.

Szykuję się też na wystąpienia za granicą. Teraz Berlin, w przyszłym roku Irlandia, mam też parę zapytań, o których jeszcze nie mogę niestety mówić, więc plany są spore.

Trzeba mierzyć wysoko, aby do czegoś dojść.

M.S: Tu dotarłem do zdjęcia, na którym jesteś przebrany za Mikołaja.

M.R: Tak to ja, chociaż wiem, że nie jestem podobny, mam tu trochę dłuższą brodę niż na żywo. W zeszłym roku w grudniu wcieliłem się w postać św. Mikołaja i odwiedzałem przedszkola, Domy Dziecka, oraz domy prywatne. Tak się zdarzyło, że chęć kontaktu z dziećmi i sprawiania im radości sprawiła, że zostałem św. Mikołajem.

M.S: O czym marzysz?

M.R: Chciałbym podróżować, spełniać się jako konferansjer i pomagać innym. Po prostu żyć aktywnie.

M.S: Tego Ci życzę. Gdzie można Cię znaleźć, jeśli ktoś chciałby, abyś poprowadził jego imprezę?

M.R: Można mnie znaleźć na Facebooku oraz na Instagramie.

M.S: Zapraszamy, dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy na stronę GrandeCane.pl

Michał Sawa – magister ekonomii, przedsiębiorca zrzeszony w Powiatowym Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorczości w Wołominie. Instruktor praktycznej nauki zawodu sprzedawcy, a także uznany hodowca psów i wieloletni członek Związku Kynologicznego.

Jego pasją są media społecznościowe i telewizja. W 2013 był pomysłodawcą i współorganizatorem akcji AKCJA TAKA TONA KARMY DLA ZWIERZAKA, której finałem było przekazanie tony karmy do schroniska w Katowicach.

Właściciel firmy GrandeCane zajmującej się dystrybucją  najwyższej jakości produktów przeznaczonych dla psów i kotów. Od 2016 roku prowadzi program Strefa Zoologiczna w telewizji Słodki Live.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś