Firma Ethnosfera

Milo Kurtis – niespokojny duch polskiej sceny free muzycznej – część 2

Milo Kurtis, to od 50 lat jedna z najbarwniejszych postaci polskiej sceny niezależnej, związanej z muzyką improwizowaną, world music i free jazzem.

Druga część rozmowy to wspomnienia jego bogatej przeszłości artystycznej, związanej z wieloma kultowymi już dzisiaj formacjami muzycznymi, takimi jak Osjan, Maanam czy Voo Voo; oraz o zespołach założonych przez niego w latach 90-tych i potem – Drum Freaks & Naxos.

Na koniec rozmowy – informacje o najnowszym projekcie muzycznym Milo Kurtisa – Milo Ansamble, który jest kontynuacją jego twórczych poszukiwań na styku muzyki improwizowanej i world music. Również informacje o festiwalach organizowanych przez niego w Polsce.

Sławomir Król: Witam w Wideoportalu Słodki Live. Dzisiaj druga część rozmowy ze szlachetnym Milo Kurtisem.

Milo Kurtis: Szlachetnym, kurczę, chciałbym…

S.K: Dla mnie jesteś szlachetnym artystą. Poprzednia rozmowa wykazała, że jesteś prekursorem, ciągle aktywnym, muzyki alternatywnej w Polsce.

M.K: Prekursorem to raczej był Karłowicz i to grubo przed wojną.

S.K: Więc jak się umiejscawiasz?

M.K: Ja się nie umiejscawiam. Ktoś, kogo nazwiska nie powiem, bo jest zbyt duże, powiedział mi: Milo, Ty nie jesteś jakimś tam artysta awangardowy, czy konserwatywny, czy ludowy, czy etniczny, czy world music — Ty jesteś Milo Kurtis. I koniec.

S.K: Więc starasz się nie określać?

M.K: Ja nie wiem, co robię tak naprawdę. Używam instrumentów, mam jakieś koncepcje, w każdej grupie ludzi, z którymi współpracuję i oczywiście mam jakieś tam melodie.

Najbardziej mi się podobało, jak swoją muzykę tworzyli Hindusi, czyli klasyczna muzyka Indii. Tam nie jest najważniejszy temat, tylko dojście do tematu. Staram się to realizować na swój sposób we wszystkich kapelach, w których grałem.

S.K: Kochasz improwizację?

M.K: Improwizacja to dla mnie podstawa każdego mojego projektu. Z jedną improwizacją było mi tylko bardzo trudno — z Orkiestrą Naxos, gdzie zaczęliśmy grać, można powiedzieć Etno Funk. Była to ciekawa forma, która bardzo podobała się ludziom. Mieliśmy wtedy naprawdę pełne sale i to wszędzie, gdzie graliśmy.

S.K: No tak, bo była to żywa muzyka, podbita rytmem.

M.K: Rock’n’roll! Czy to funk, czy metal, czy Rolling Stones — dla mnie to wszystko jest Rock’n’roll. No więc ja odszedłem z Maanamu właśnie wtedy, kiedy chcieli grać taką muzykę.

S.K: Spójrzmy na zdjęcia. Widzimy Cię z czasów Maanamu, w szkole muzycznej…

M.K: A to zdjęcie to Grupa w Składzie, pierwsza kapela hippisowska w Polsce.

S.K: To widać zresztą.

M.K: Teraz widzimy Voo Voo i Osjan.

S.K: Zatrzymam się chwilę przed Osjanem, bo był to taki moment, w którym i Ty stałeś się bardziej znany i wielu ludzi właśnie z tego zespołu Cię kojarzyło. To był chyba ważny przystanek artystyczny?

M.K: Jest! Znowu gramy w tym samym składzie, który widać na fotografii. Wojtek Waglewski i ja wróciliśmy do Osjana.

S.K: I jak się Wam gra, po tylu latach?

M.K: Genialnie. Inna sprawa, że gramy kilka koncertów w ciągu roku.

S.K: Czyli wino im starsze, tym lepsze?

M.K: Jest niesamowita energia. Graliśmy w kościele, w zeszłym roku graliśmy na takim festiwalu Muzyka Pokoju, Muzyka Wiary, który zorganizowało Centrum Myśli Jana Pawła II. Zagraliśmy w kościele ewangelickim.

Wiesz, kto się zna najlepiej na liczeniu? Proboszcz. Więc zapytałem proboszcza, ilu było ludzi. A on odpowiedział 750.

Kiedy Ty mówisz o mnie znany to, co to dla mnie z filozoficznego punktu widzenia, w ogóle znaczy? Nie jestem znany ani popularny…

S.K: W pewnych kręgach jesteś Milo bardzo znany i bardzo popularny!

M.K: Ani bogaty… Wiesz, jak odrzucimy wszystko, czym nie jestem, to wtedy wyjdzie Wam to, czym jestem.

S.K: Ja oczywiście mówię o pewnym kręgu.

M.K: No tak, ale jest to bardzo wąski krąg.

S.K: Jednak ta kałuża jest bardzo piękna i oryginalna.

M.K: W każdym razie Osjan nadal gra.

S.K: A później był Drum Freaks, czyli muzyka improwizacyjna.

M.K: Drum Freaks to był zespół, który powstał, kiedy uciekłem z Ameryki do Polski, z San Francisco do Suwałk.

S.K: Dlaczego uciekłeś do Polski?

M.K: O tym byłaby już dłuższa, polityczna rozmowa. Po prostu ja nie znoszę policyjnych systemów i Polska w porównaniu do Stanów Zjednoczonych do tej pory jest wolnym krajem.

Tutaj na tej fotografii jest współzałożyciel zespołu Jamiroquai. Jeden był biały w kapeluszu, a drugi jak grał w Jamiroquai miał długie dredloki.

S.K: Pamiętam, że to była sensacja jak z Jamiroquai grał Milo Kurtis.

M.K: Zaprosiłem go oczywiście i nagraliśmy płytę. Świetnie się z nim pracowało, zagraliśmy później mnóstwo koncertów. Ale Drum Freaks powstał tylko dlatego, że ja wróciłem do Polski, spotkałem się z Jackiem i zacząłem znowu grać z Osjanem. Osjan beze mnie raczej bardzo mało gra. Ze mną więcej.

Zaczęliśmy grać z Osjanem, ale Ostaszewski mi powiedział: Milo, Ty nie wyżyjesz z Osjana. Nie ma szans. Załóż też swój zespół.

Więc założyłem Drum Freaks. Na początku miał to być zespół gdzie cztery, czy pięć osób gra melodię na bębnach i śpiewamy. No nie wyszło mi to.

Spotkałem Janinę, który wtedy grał ze Staszkiem Soyką i zaprosiłem go na koncert. On się wahał, bo nasłuchał się o mnie plotek, a ja się też wahałem, bo wiesz, gitara elektryczna, a ja wolę jednak akustyczne instrumenty, naturalne.

S.K: Ale Janina to świetny gitarzysta, więc zażarło pewnie? Według mnie to są świetne płyty z nieokrzesaną muzyką, a jednocześnie pełne rytmu.

M.K: To jest odjazd totalny. Było to nagrane w Kościele św. Jana w Gdańsku. Kościół był wypełniony. Jak skończyliśmy grać i tu był mój błąd, było 30 sekund ciszy. Publiczność nie wiedziała, czy my już skończyliśmy.

Bo dla mnie cisza jest tak samo ważna, jak dźwięk, zresztą dźwięku bez ciszy nie ma. Granie ciszą jest najtrudniejszą rzeczą dla muzyka.

S.K: A potem było Naxos?

M.K: No Naxos, to jest okładka pierwszej płyty, która była nagrana w Muzeum Historii Żydów Polskich. Była ona troszkę bardziej improwizowana niż ta pierwsza płyta. Teraz zajmuje się czymś takim, co się nazywa Milo Ansamble.

S.K: To jest Twój najnowszy projekt?

M.K: To jest mój bardzo stary projekt, ale w nowym składzie. Teraz dobrałem sobie nowy skład.

Tak jak wspomniałeś, że jestem znany — ci muzycy, których zaprosiłem, to oni mnie znają i przyjęli zaproszenia, a ja zapraszam najlepszych, jakich się da i wiedziałem, że oni wykonają to, o co ich poproszę.

S.K: Z kim teraz występujesz?

M.K: Ja z nikim nie występuję, ja jestem za słaby na to. Ja nie umiem grać ich muzyki, ale oni umieją grać moją. Kiedyś ktoś do mnie powiedział: No widzę, że nagrałeś płytę ze Stańko. A ja mówię: Nie, to Stańko ze mną nagrał! Wtedy usłyszałem: Ale Ty zarozumiały jesteś. Mówię: Człowieku! Przecież ja bym nie umiał ze Stańką nagrać płyty, a Stańko ze mną potrafi.

S.K: Czyli znajdujesz muzyków, którzy potrafią z Tobą zrealizować Twoja koncepcje?

M.K: Tak. Wiesz, ja mam pewną koncepcję podróży, bo każdy mój koncert to pewna podróż. Oczywiście ludzie podczas ostatniego koncertu ostro reagowali w trakcie, klaszcząc, ale też znowu stało się to, że zapadła cisza. Dla mnie to jest największy komplement, jaki może być. W filharmonii często tak jest, że ludzie nie wiedzą, kiedy klaskać, a kiedy nie.

W każdym razie ten zespół nazywa się Milo Ansamble i gromadzę muzyków z trzech kontynentów. Azja, Europa i Afryka. Z Afryki jest Buba Badjie Kuyateh, który wydał płytę ze Staszkiem Soyką.

On gra na instrumencie kora i gdy go pierwszy raz zobaczyłem, zapytałem, czy słyszał o takim muzyku, którego ja słuchałem na przełomie lat 60 i 70 na korze, Alhaji Bai Konte. On się bardzo zdziwił i zapytał, gdzie go słuchałem, czy byłem w Anglii, czy gdzieś na zachodzie. A ja odpowiedziałem, że byłem tu w komunistycznej Polsce i uważam, że jest on genialny i jestem w jego muzyce zakochany.

Na to Buba Badjie Kuyateh odpowiedział, że to jego dziadek. Mam w zespole osoby z Jemenu, Syrii, która gra na wszystkich instrumentach perkusyjnych, czyli ja mam spokój, bo jest milion razy lepszy ode mnie.

Jest też taki człowiek, Mateusz Szemraj, który jest nieprawdopodobnym muzykiem, niesamowicie utalentowany. No musiałem mieć saksofon, aby jednak wprowadzić elementy jazzowe i improwizacji, bo to dla mnie ważne. Jest jeszcze Mariusz Kozłowski na tenorze.

S.K: To masz świetny skład. Kiedy najbliższy koncert?

M.K: Jeśli się to uda planuje zorganizowanie z okazji stulecia niepodległości taki Festiwal Mniejszości Narodowych i Etnicznych Rzeczpospolitej. Pierwszego czerwca planuje wystąpić ze swoim zespołem, ale będzie to koncert w Hybrydach i w Palladium.

Ja będę otwierał od 1 do 14 czerwca, jeśli to wyjdzie oczywiście, a zamykać będzie Zespół Pieśni i Tańca Śląsk.

S.K: To jest Twoja koncepcja artystyczna?

M.K: Wiesz co, ja wymyślam różne takie dziwne festiwale. Wymyśliłem np. Od Bikiniarzy do Hipsterów, czyli dzieje kontrkultury polskiej po II wojnie światowej.

Wymyśliłem też Festiwal Kultury Greków w Polsce, bo nas jest mnóstwo tutaj. Jest tylu artystów, wybitnych malarzy, rzeźbiarzy, profesorów Akademii Sztuk Pięknych itd. Jeszcze ich trochę zostało, szczególnie że są to już potomkowie, wychowani w Polsce.

S.K: I wśród nich m.in. Milo Kurtis.

M.K: No ja też będę. Będzie też Kostek Yoriadis ze swoim funkowym zespołem.

S.K: Niestety czas na naszą rozmowę minął. Ja zapraszam wszystkich na koncerty Milo Kurtisa, ponieważ jest to pewien rodzaj magii muzycznej.

Jeżeli wejdzie się w to, co się dzieje na scenie, te przebiegi improwizacyjne to naprawdę, można odpłynąć. Dziękuję za rozmowę.

M.K: Dziękuję.

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś