Firma Ethnosfera

Milo Kurtis – niespokojny duch polskiej sceny free muzycznej

Milo Kurtis to od 50 lat jedna z najbarwniejszych postaci polskiej sceny niezależnej, związanej z muzyką improwizowaną, world music i free jazzem. Potomek antystalinowskich uchodźców z Grecji, deklarujący swoją tożsamość jako polski Grek duchowo związany z szeroko pojętą kulturą mediteranejską.

Multiinstrumenatlista, współzałożyciel kultowych formacji muzycznych — Maanam i Osjan oraz muzyk w pierwszych składach takich grup jak Voo Voo, Izrael. Nagrywał i występował na scenie m.in. z takimi muzykami jak — Tomasz Stańko, Włodek Kiniorski, Wojtek Konikiewicz, oraz Don Cherry i Wallis Buchanan (Jamiroquai). Twórca własnych projektów muzycznych – Drum Freaks i Naxos.

Sławomir Król: Dzisiaj moim gościem jest osoba, którą wszyscy znają, ponieważ jest od tak dawna na polskim rynku muzycznym, że nie ma chyba takich osób w tym kraju, które by nie słyszały o Milo Kurtisie. Cześć Milo, bardzo się cieszę, że przyjąłeś zaproszenie.

Milo Kurtis: Cześć. Może wszyscy oprócz dwóch. ja nie używam w ogóle słowa wszyscy, nigdy, wszędzie — nie używam tych słów

S.K: No dobrze wiesz, to jest taki wytrych słowny, określający to, że jesteś niezwykle popularną postacią, jak się domyślasz nie tylko w świecie muzycznym, ale też i w świecie medialnym tak bym Cię nazwał. Czujesz się celebrytą?

M.K: Nie ani trochę i uważam się za muzyka niszowego.

S.K: Za muzyka niszowego się uważasz?

M.K: Tak i jeśli by można powiedzieć o mnie artysta, to uważam się za artystę niszowego i to, że wszyscy mnie znają, to wiesz…

S.K: No to słuchaj, to ja Ci zacytuję parę rzeczy, co o Tobie piszą w Internecie: że jesteś szamanem muzyki, że jesteś niespokojnym duchem polskiej sceny muzycznej, że wprowadziłaś freakowe szamaństwo i ducha muzycznej rewolty.

M.K: Ojej!

S.K: No taką masz Milo etykietę, czyli człowieka, który nie idzie na konformizm, tylko jest nonkonformistą artystycznym to po pierwsze, po drugie cały czas jakby szukasz, poszukujesz…

M.K: Ja Ci powiem, że rzeczywiście dużo zrobiłam, ale tak naprawdę to dopiero jestem na początku drogi.

S.K: No właśnie i to wiesz, jest fantastyczne, bo jak Ci zadałem właśnie pytanie, czy nazywać Cię prekursorem, to powiedziałeś: ja przecież dopiero wszystko zaczynam.

M.K: No tak, ciągle zaczynam, ciągle zaczynałem różne zespoły, ale wreszcie mam swój zespół…

S.K: To jest fantastyczne Milo, dlatego że tak naprawdę to się kręci w głowie, jak się cofniemy w przeszłość, to Ty zacząłeś swoją działalność artystyczną, w którym roku?

M.K: No tak z pięćdziesiąt lat temu na pewno albo trochę więcej.

S.K: Zaczęło się wszystko od grupy?

M.K: Grupa w Składzie to była taka pierwsza kapela hipisowska.

S.K: No właśnie, teraz wyglądasz tak, a wtedy wyglądałeś tak, jak widzimy na zdjęciu.

M.K: To jest koniec lat sześćdziesiątych, czyli no z czterdzieści pięć lat temu.

S.K: Proszę państwa nie nie do wiary, ale to jest właśnie Milo Kurtis!

M.K: No i Grupa w Składzie to była taka kapela hipisowska. Później spotkałem takie kapele dopiero pod koniec, czy w połowie lat dziewięćdziesiątych w Kalifornii w San Francisco,którzy grali tak, jak my graliśmy w Polsce na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

To się nazywało muzyka intuicyjna i wyobraź sobie, że graliśmy na takich festiwalach Awangardy Beatowej i Młodzieżowej Muzyki Współczesnej w Kaliszu.

S.K: Graliście też na Warszawskiej Jesieni z tego, co wiem.

M.K: Ale potem zagraliśmy na Jazz nad Odrą, tam zagraliśmy w Hali Ludowej. Wyszło nas na scenę dwadzieścia pięć osób i ja powiedziałem kolegom, żeby napięcie wzrosło: słuchajcie, wiecie, kto przed nami tu występował? Nagle się cisza zrobiła no ciekawi byli jacyś Rolling Stones czy kto? A ja mówię: Adolf Hitler!

S.K: Słuchaj, to był początek Twojego jakby zaistnienia na rynku muzycznym tak?

M.K: No tak, wcześniej jeszcze wygrywaliśmy konkursy muzyki greckiej, greckich zespołów w domach we Wrocławiu były takie.

S.K: Powiedz mi, bo ja do tej pory nie wiem, czy z tych Twoich kolejnych projektów artystycznych to najpierw był Maanam, czy Osjan?

M.K: Ja grałem w Grupie w składzie i wtedy graliśmy w Sigmie w klubie Uniwersytetu Warszawskiego i tam grał zespół też Nirwana, a zespół Nirwana był zespołem Wojtka Waglewskiego z Jurkiem Wawrzyniakiem i tam się poznaliśmy i wtedy w siedemdziesiątym którymś roku drugim trzecim założyłem zespół Yá-sou z Wojtkiem Waglewskim.

Wojtek grał na tabli wtedy, a ja na buzuki. Tutaj na zdjęciu ten długowłosy, który tak przeżywa to granie na bębnach hinduskich, to jest właśnie Wojtek Waglewski, za nim jest Grażynka Waglewska, czyli jego żona.

S.K: No pięknie.

M.K: A ja grałem na buzuki. Ale ponieważ grałem w Grupie w Składzie i często przychodzili na moje koncerty ludzie z Osjana, a Osjan to był Marek Jackowski Tomasz Hołuj i Jacek Ostaszewski — lider i twórca Osjana to w pewnym momencie Marek Jackowski odszedł z Osjana.

Marek odszedł i zadzwonił do mnie: Milo słuchaj, odszedłem z Osjana, chodźcie, zrobimy band, duet. Na początku nazywaliśmy się Sensacyjna Grupa Okazjonalna.

S.K: Oczywiście sensacyjna

M.K: To on tak nazwał. W duecie graliśmy, no ale zagraliśmy ze dwa koncerty na KUL-u, pamiętam w Lublinie i w teatrze Studio w Warszawie i tłumy waliły niesamowite tłumy!

S.K: A co wtedy graliście?

M.K: No graliśmy na trombitach, Marek grał na dzisiejszej dziesięciostrunnej gitarze, a na bębnach ja grałem.

S.K: Jakieś takie początki world music, tak?

M.K: No tak. Ja grałem na bębnach i na buzuki i wiesz, obaj używaliśmy głosów — lepiej mówić używaliśmy głosów niż, że śpiewaliśmy…

Masz racje, że to były początki world music, chociaż te początki to był jednak Osjan nie tylko w Polsce, ale w Europie. Jeśli nie na świecie z Polski wyszło bardzo wiele.

S.K: No to do Osjana jeszcze dojdziemy.

M.K: No tak, więc Marek mówi: chodź, zakładamy zespół, a ponieważ od razu zdobyliśmy powodzenie, to powiedział: wiesz, to wejdźmy na rynek tak mocniej, musimy mieć kluczową nazwę. No i nasz taki przyjaciel buddysta Jan Żabko-Potopowicz powiedział: słuchajcie, od Waszych inicjałów zróbmy Milo i Marek, czyli M and M, czyli Maanam…

S.K: I tak powstał Maanam?

M.K: Tak powstał Maanam po roku czy troszkę dłużej doszła jeszcze Kora. Kora i Marek chcieli już iść w stronę rocka bardzo.

S.K: To jest Twoje zdjęcie z Jackowskim, tak?

M.K: Tak, to jest pierwszy Maanam — Milo i Marek.

S.K: Czyli dwóch założycieli Maanam.

M.K: Fotografię zrobił Tomasz Sikora, dosyć znany fotografik.

S.K: Dwóch założycieli Maanamu, proszę bardzo

M.K: To jest 1975 rok. Czyli czterdzieści trzy lata temu. No my mieliśmy reaktywować zespół, trzy dni przed śmiercią Marka rozmawialiśmy przez telefon i przyjeżdżał do Polski, mieliśmy grać, on chciał robić złoty Maanam, a jednocześnie ze mną znowu zrobić duet Maanam, żebyśmy we dwóch pograli… No nie wyszło w każdym razie.

S.K: Wtedy był taki moment, że grałeś i w Maanamie, i w Osjanie?

M.K: Nie, najpierw Marek został i założyliśmy Maanam, ale w trzy tygodnie potem zadzwonił Tomasz Hołuj i mówi: Milo Marek od nas odszedł, może byś przyszedł? Ja grałem wtedy na buzuki i na sitar może być przyszedł do nas na jego miejsce?

Ja mówię: ale ja już z Markiem gram, a on mówi, że przecież to nie przeszkadza i tak grałeś z nami. Bo ja grałem już w siedemdziesiątym trzecim roku z Osjanem w Piwnicy pod Baranami, tam powstało Osjan, no to mówię OK i grałem w obu zespołach.

S.K: Czy zagranie w Osjan to było dla Ciebie nobilitacją?

M.K: Dla wszystkich hipisów Osjan to był świetny zespół, mimo że dopóki ja nie przyszedłem, to tam żadnych hipisów w Osjanie nie było…

S.K: Ty byłeś pierwszym hipisem w Osjanie?

M.K: Byłem pierwszym hipisem w Osjanie — bardzo dobre! No w każdym razie z Osjanem to rzeczywiście czułem się zaszczycony, ja pamiętam, że w połowie lat sześćdziesiątych to nosiłem kontrabas za Jackiem Ostaszewskim na koncertach jazzowych, jak jeszcze jazz grał z Komedą, ze Stańko i tak dalej.

S.K: To była wielka postać.

M.K: Guru, a ja grałem na kontrabasie w szkole muzycznej, więc dla mnie to był wzór. No i grałem w obu kapelach.

S.K: Zespoły chciały Cię, dlatego że co bo byłeś multiinstrumentalistą?

M.K: Nie, multiinstrumentalista to jest ten, który gra na wielu instrumentach a na żadnym dobrze.

S.K: Surowa ocena.

M.K: No wiesz, ja mam jakiś tam feeling w sobie z jednej strony, a z drugiej strony jednak byłem dziwakiem i taką bardzo kolorową postacią, mimo wszystko a jeszcze ta kolorowa postać miała wykształcenie muzyczne.

S.K: Zobaczymy może teraz na zdjęcia.

M.K: To jest Grupa w Składzie, moja pierwsza.

S.K: To jest Grupa w Składzie tak, przelecimy tutaj jako aneks, do tego cośmy rozmawialiśmy, to jest Grupa w Składzie o, a to jest Voo Voo, to później było.

M.K: No więc wracając do Maanamu, to jak Kora przyszła zaczęli z Markiem skręcać w kierunku rocka, oni chcieli jednak grać stadiony, a nie…

S.K: to Kora wniosła tak kierunek?

M.K: Nie, tak naprawdę to Marek zawsze chciał grać rocka. On w Osjanie też grał rockowo, jak się posłucha pierwszej płyty Osjana Księgę Deszczu, jaki on tam ma draj, no świetny gitarzysta, on miał takiego czuja, że nie musiał grać skomplikowanych rzeczy, a poza tym te jego utwory rockowe.

S.K: Potem zaczepiłeś na stałe w Osjanie, bo to długo trwało?

M.K: Nie zaczepiłem, grałem w obu zespołach, ale ponieważ oni skręcali w kierunku już muzyki bardziej komercyjnej, a ja zawsze kochałem muzykę improwizowaną, no a Osjan był taki, no to improwizowaliśmy.

Potem zaprosiłem Tomka Stańkę, żeby z nami zagrał i zagraliśmy w trio Jacek Ostaszewski, Tomasz Hołuj i ja, czyli Osjan i Tomasz Stańko na trąbce nagraliśmy płytę.

S.K: Ale to Tomek Stańko był gościnnie chyba, nie był na stałe?

M.K: Tak gościnnie i nagraliśmy z Tomkiem płytę w Pałacu Prymasowskim w już 1978 roku.

S.K: W 1978 roku była pierwsza płyta Osjana?

M.K: Nie, pierwsza płyta Osjana była w 1971 roku.

S.K: Rozumiem.

M.K: Ta wydana przez Poljezz i na drugiej stronie było Deep Purple.

S.K: No dobrze a Voo Voo to było później, czy wcześniej?

M.K: Później. Ja odszedłem z Osjana w 1985 roku i Wojtek mi zaproponował: Milo zakładam kapelę Voo Voo, czyli Wojtek Waglewski. Tu na zdjęciu od lewej jest Andrzej Nowicki, Wojtek Waglewski.

Tutaj z kolei jest Osjan, wtedy siedzieliśmy na podłodze, teraz już wiesz w naszym wieku to już się siedzi na krzesłach. W każdym razie kiedy odszedłem z Osjana, a z Osjanem graliśmy setki i sto koncertów rocznie, objechaliśmy całą Europę, graliśmy wszystkie folkowe liczne najważniejsze festiwale Europy.

Stan wojenny zastał nas z Osjanem trzynastego grudnia, gdy graliśmy w Rotterdamie chyba Winter Folk Festiwal i pamiętam, że zagraliśmy taką piosenkę wojskową z okazji tego, bo byliśmy przerażeni! No wiesz, jak w telewizorach pokazują, bo to już od dawna tak jest, zawsze tak było, widzimy, że jeździły czołgi na ulicach Warszawy, myślimy o kurczę, a Wojtkowi się dzieciak urodził piętnastego!

S.K: Ja wiedziałem, że tak będzie, to znaczy, że rozmowa z Tobą to jest taka kopalnia tematów i tego nie można skrócić. Musimy już tę pierwszą część rozmowy zakończyć niestety, ale po prostu nie ma takiej możliwości, jak sam widzisz, żebyśmy nie kontynuowali, także pozwól, że zaproszę Cię od razu na drugą rozmowę.

M.K: Ale na koniec muszę powiedzieć, że teraz mam, bo jak już powiedziałem, że jestem na początku swojej drogi, mam zespół gdzie grają muzycy z Gambii, z Syrii, Jemenu, Polski i Grecji i wreszcie robię taką muzykę artystyczną, wróciłem do korzeni.

S.K: Bardzo Ci dziękuję za to pierwsze spotkanie i umawiamy się na następne.

M.K: Na zdrowie.

S.K: Naszym gościem był Milo Kurtis, dziękuję.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś