Firma Ethnosfera

Barbara i Mirosław Samosiuk (Czeremszyna): Jesteśmy jedynym folkowym zespołem w Polsce, który gra od 25 lat i jest naprawdę ze wsi…

CZEREMSZYNA należy do gigantów muzyki folkowej w Polsce. Grupa została założona przez Barbarę i Mirka Samosiuków przy gminnym ośrodku kultury w malutkiej miejscowości Czeremcha przy granicy z Białorusią i Ukrainą na początku lat 90 tych. Od tamtej pory zespół nieprzerwanie propaguje bogatą tradycję muzyczną związaną z regionem, z którego pochodzą.

Pomimo oddalenia od większych ośrodków kulturalnych, dzięki wytrwałej pracy nad muzyką i repertuarem oraz dzięki twórczemu kreowaniu swojej pozycji artystycznej — zespół CZEREMSZYNA osiągnął niezwykle wysoki poziom wykonawczy i jest w tej chwili zaliczany do czołówki najlepszych grup folkowych w Polsce.

Setki koncertów w całej Polsce i za granicą, wydawnictwa muzyczne na profesjonalnym poziomie, udział w wielu medialnych wydarzeniach kulturalnych oraz zbudowanie jednego z najlepszych festiwali muzyki folk w Polsce w Czeremszy – to wspaniała wizytówka dokonań zespołu CZEREMSZYNA.

Sławomir Król: Witam ambasadorów kulturalno-muzycznych powiatu hajnowskiego, województwa podlaskiego i Polski. Witam gigantów muzyki folk w Polsce. Moimi gośćmi są Basia i Mirek Samosiuk. Bardzo się cieszę, że przyjechaliście, jest to dla mnie wielki zaszczyt, ponieważ należycie bez wątpienia do tych ludzi, którzy budowali muzykę folk w Polsce. Dzisiaj dowiedziałem się, że minęło już 25 lat, od kiedy powstał zespół Czeremszyna. Opowiedzcie o początkach i o tym, jak to się wydarzyło, że powstał tak wspaniały zespół.

Barbara Samosiuk: Scena folk wtedy tak naprawdę raczkowała, ale już grały takie kapele, jak Orkiestra św. Mikołaja, czy Kwartet Jorgi. 25 lat temu zaczynała też mniej więcej Chudoba i Werhowyna.

S.K: Czyli był to początek lat 90-tych?

B.S: Tak, 1993 rok dokładnie. Początek był dość banalny, bo zaczęło się od mojej przyjaźni z Orkiestrą Świętego Mikołaja i wspólnego śpiewania, bo studiowałam w Lublinie, więc ich znałam. Przeszczepiłam trochę podobną ideę z Lublina na Podlasie. Oni musieli jeździć po piosenki, gdzieś tam na jakieś Roztocze, na Łemkowszczyznę, a myśmy nie musieli nigdzie jeździć, bo wystarczyło, że poszliśmy do naszej babci, czy do naszej mamy.

S.K: Czyli wokół były kopalnie tematów muzycznych?

B.S: Tak, mogliśmy spokojnie sięgnąć po to i zacząć to opracowywać.. i tak to się stało.

S.K: Od początku istniała ta premedytacja artystyczna do tego, aby promować muzykę z Waszego regionu, tam gdzie mieszkacie i żyjecie?

B.S: Tak. Taka była premedytacja, ponieważ ja pracowałam w Domu Kultury i byłam akompaniatorem zespołów śpiewaczych, więc zespół Czeremszyna jest trochę taką kontynuacją zespołu śpiewaczego, w którym grałam na akordeonie, a babcie śpiewały.

Później, gdy pierwszy raz zgłaszałam zespół na festiwal Mikołajki Folkowe, zadzwoniłam do Bogdana Brachy i powiedziałam, że akurat przyjechałam na Instytut Wychowania Artystycznego i chcę zgłosić kapelę. On odpowiedział mi, że co prawda jest po terminie, ale znamy się i wie, że na pewno z tego wyjdzie coś dobrego i zapytał, jak się nazywa mój zespół.

Ja spontanicznie powiedziałam Czeremszyna i tak już zostało. Wtedy też pojechaliśmy na te pierwsze folkowe Mikołajki, a mniej więcej po miesiącu od tego, jak powstaliśmy był to nasz pierwszy występ. A był to wielki festiwal w tamtych czasach. Wtedy zapukał do drzwi naszego pokoju, gdzie odbywały się próby – Mirek, ponieważ nawalił nam gitarzysta, a Mirek grał na gitarze.

S.K: Wtedy się poznaliście?

B.S: Nie, znaliśmy się z Domu Kultury, bo na ogół jest to najlepsze miejsce do tego, aby poznawać się z fajnymi ludźmi.

Mirosław Samosiuk: Wiejski Dom Kultury.

B.S: A Mirek przyjechał na koncert.

M.S: Każda drużyna musi mieć swój fanclub kibica i ja byłem takim jednoosobowym fanclubem i młodzieńcem uczącym się w Warszawie, więc przyjechałem to zobaczyć, bo w skali Czeremchy, z której się wywodzimy, było to naprawdę duże wydarzenie.

S.K: Dla mnie jest to jedno z tych wydarzeń wyjątkowych, jeżeli chodzi o muzykę, że Wy jako zespół z głębokiej prowincji, bo Czeremcha jest gdzieś wtulona między granicę białoruską i ukraińską, nagle stworzyliście zespół który zrobił fenomenalną i zawrotną karierę.

B.S: No niewątpliwie jesteśmy jedynym w Polsce zespołem folkowym, grającym tak długo, który naprawdę jest ze wsi. Rzeczywiście prezentujemy korzenną muzykę, w jakiś tam sposób opracowaną, ale tak naprawdę jesteśmy ze wsi. Nie jesteśmy muzykami z Warszawy, Wrocławia, Krakowa tylko po prostu jesteśmy, no takimi wieśniakami.

S.K: No właśnie, nie ma klubów, nie ma miejsc do grania, jednak utrzymaliście zespół i energię do działania — to jest fenomenalne.

M.S: Myślę, że po części też dlatego, że nawet przez sekundę nie chcieliśmy zrobić kariery. Nie graliśmy dlatego, żeby robić karierę, to stało się przy okazji. Podobnie było ze mną. Wtedy po roku bycia w Czeremszynie myślałem, że to przypadek, że akurat tam się znalazłem. Teraz wiem, że to nie był przypadek i to wydarzyło się po to, aby przez 25 lat robić to, co robimy. Chcieliśmy coś ocalić od zapomnienia, a wówczas była to walka przypominająca działania Don Kichota. Śpiewanie folkloru nie było modne.

S.K: Ale czy w Waszym zamyśle było stworzenie takiego ośrodka, czegoś w rodzaju centrum? Zbudowaliście też piękny festiwal, o którym jeszcze powiemy.

M.S: Nie, na początku nie. Było to jakby ziarenko zasiane przez Basię, która nie wiedziała, co z tego wyrośnie. To wszystko ewoluowało od naszych energii, emocji, folkloru naszych babć. To wciąż się rozwijało i nabierało coraz fajniejszego wyglądu.

S.K: Czysta radość i miłość do muzyki?

B.S: Generalnie Podlasie jest bardzo specyficzne. Już teraz ludzie nie wstydzą się tego, skąd są, skąd pochodzą, tego, że wyrośli z wielokulturowości i mówią gwarą. Ten język jest bliski mowie białoruskiej, albo też ukraińskiej. Gdzieś w tej całej polskiej kulturze mniejszości zawsze myślały o sobie troszeczkę gorzej i podobnie myślą ci ludzie, którzy tam mieszkają. Więc my naprzeciw temu wszystkiemu stworzyliśmy taki klimat do tego, aby ci ludzie uwierzyli, że są naprawdę wartościowi, że są niepowtarzalni i jedyni, a ich wielokulturowość jest wspaniała.

S.K: Tak, ale chcieć to nie zawsze znaczy móc, a Wam się to udało.

M.S: To lata pracy, lata doświadczeń, obecność wielu drobnych sukcesów, które były też postrzegane przez ludność z małej miejscowości jako sukces. Obecność zespołu ze wsi na znakomitym festiwalu (Mikołajki Folkowe w Lublinie), który dopiero wtedy zaczynał ale już  wziął udział w festiwalu gdzie grały fajne zespoły; i dla mnie było to też takie prestiżowe w moich kontaktach kolegami, którzy też uczyli się w Warszawie, i którzy w ogóle nie kumali cza-czy.

Jest piosenka, która ma w tekście żartobliwie: Co posadzisz na moim grobie? Buraki, miła! A kolega, który był z Mazur, opowiadał, że śpiewaliśmy, coś, że buraki myła. Nie rozumieli kontekstu, ale była fajna energia. I kontynuując dalej my gdy pokazaliśmy się w telewizji, wystąpiliśmy w radiu i wyszła nasza płyta, zaczęliśmy organizować festiwal, na który przyjeżdżały gwiazdy…

S.K: No i zaczęliście grać koncerty, bo przede wszystkim moim zdaniem należycie do czołówki zespołów folkowych w Polsce. Wasze koncerty stoją na absolutnie wysokim poziomie. Myślę, że jest to poziom europejski i światowy. Prawdę mówiąc, do tej pory dziwię się, że nie zrobiliście, chociażby takiej kariery jak Kapela ze wsi Warszawa.

Dziwię się, że żadna duża wytwórnia z zachodu nie zainteresowała się Wami. Myślę, że to jeszcze przed Wami, natomiast Wasze koncerty nie tylko są profesjonalne pod względem muzycznym, ale także świetnie na nich wyglądacie, co widać na telebimie. Występowaliście też na Woodstocku, a właściwie to występowaliście na wszystkich scenach w Polsce, więc jest to już około tysiąca koncertów.

B.S: Tak, zgadza się. To jest też upartość. Jesteśmy troszeczkę może w takiej  mniej korzystnej sytuacji ze względu na to, skąd jesteśmy, bo nie pochodzimy z wielkiego miasta.

M.S: Co znaczy mniej korzystnej? Dla nas każdy koncert jest szczytem. Każde spotkanie z nowymi ludźmi, każdy festiwal gdzie zapraszamy swoich gości, dla nas jest szczytem. A wejście na taki przysłowiowy szczyt też ma swoje ryzyko, grozi, że z tego szczytu możesz zlecieć. I ja obserwowałem, ponieważ interesuję się muzyką folkową, że kilku kapel nie ma już na mapie. Osiągnęli ten szczyt i już ich nie ma. A my powoli się na niego wdrapujemy. Wszystko jeszcze jest przed nami.

S.K: Ile płyt nagraliście?

B.S: Chyba z sześć?

S.K: Sześć płyt. Wszystkich słuchałem i wszystkie są świetne. Wiem, że szykujecie nową płytę na 25-lecie?

B.S: Tak koniecznie. Ostatnią płytę wydaliśmy w 2010 roku z Todarem, więc było to bagatela 8 lat temu. To zresztą świetna płyta z fajną energią Todara i naszą połączoną i troszeczkę inną.

S.K: Ja myślę, że aby zespół urodził się i przetrwał zdobywając sukcesy, musi mieć wspaniałych liderów. Myślę, że Wy jesteście takimi liderami, bo znamy się trochę i jest to absolutnie gwarancja tego, że będzie ciąg dalszy, będą następne koncerty i następna płyta. Życzę Wam tego, aby trochę świat Was poznał, bo naprawdę uważam, że powinniście zostać ambasadorami polskiej muzyki folkowej.

B.S: Z przyjemnością jeszcze pojeździmy po świecie. Co prawda Mirek gra na ciężkim instrumencie, bo jest to bałałajka basowa, ja też mam akordeon, więc jest co dźwigać, ale póki forma jest…

M.S: Basia trzyma formę. Ważne jest to co mamy w swoich myślach i że nam się chce. Myślę, że dlatego nadal istniejemy, bo nam to sprawia frajdę. Może nie będę oryginalny, ale powiem, że tworzenie muzyki ma tylko wtedy sens, wtedy kiedy sprawia ona  radość wykonującemu. A wtedy publiczność to kupi na pewno. Natomiast jeżeli robimy coś dla kogoś, a nie dla siebie może się okazać, że któregoś dnia zastanowimy się, po co nam to było, przecież nas to w ogóle nie kręci.

S.K: Myślę, że w Waszym wykonaniu jest to czysta artystyczna radość i zawsze bardzo pozytywnie postrzegam to, co robicie. Wrócimy jeszcze do rozmowy o festiwalu, koniecznie, ponieważ jest to Wasze sztandarowe przedsięwzięcie bardzo piękne i niebywałe.

B.S: To także nieodłączny element związany z Czeremszyną.

S.K: Dziękuję za pierwszą część rozmowy.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś