Agnieszka Olędzka

Agnieszka Olędzka (Wegetariański Świat): Najważniejsza jest świadomość swojego ciała

Druga część programu Zdrowa Alternatywa, w którym rozmawiamy o mitach na temat diet i sposobów żywienia. Gościem Sławomira Króla będzie Agnieszka Olędzka, specjalistka od zdrowego żywienia, wydawczyni wielu książek na temat sposobów odżywiania, a także wydawczyni pisma Wegetariański Świat.

Sławomir Król: Witam w drugiej części programu Zdrowa Alternatywa. Rozmawiamy dzisiaj z Agnieszką Olędzką o dietach.

Agnieszko, w pierwszej części naszej rozmowy wspomnieliśmy o tym, że diety, w których skład wchodzą węglowodany, nie cieszą się dobrą opinią. Powszechnie uważa się, że są to produkty, które tuczą i przede wszystkim trzeba wyeliminować m.in. kasze i chleby, aby dieta mogła zadziałać. Natomiast Ty wspominałaś, że to nie do końca prawda.

Agnieszka Olędzka: Tak, z tym że należy dodać, że chodziło mi o produkty razowe, nieoczyszczone z łupinek, czyli z tak zwanego pełnego ziarna. Błonnik bardzo dobrze wpływa na florę bakteryjną jelit i jedząc błonnik, mamy pewność, że nasze jelita będą zdrowe.

S.K: A skąd to rozminięcie z ogólną opinią, że węglowodany są niedobre, bo się przez nie tyje?

A.O: W większości w naszych sklepach znajdują się węglowodany oczyszczone. Teraz się trochę to zmieniło, natomiast kiedyś były tylko białe bułki i biała mąka, bo produkty razowe pojawiły się dopiero na fali zainteresowania zdrową żywnością. Wcześniej w ogólnie nie można było kupić razowej mąki czy razowych makaronów. Wcześniej dostępne były tylko białe i one działały tucząco.

S.K: Czyli Ty polecasz diety, w których są węglowodany?

A.O: Tak oczywiście. Dieta na przykład makrobiotyczna czy dieta Diamondów zawiera węglowodany, które mają za zadanie oddziaływać na tarczycę. W czasie trawienia wydziela się hormon tarczycy, który powoduje przyspieszenie metabolizmu, a to wiąże się, z tym że nie tyjemy.

S.K: To skąd się wziął mit o tyciu przez węglowodany?

A.O: No właśnie z białych mąk i białych bułek.

S.K: Wspominałaś o tym, że ważne jest też, żeby nie łączyć węglowodanów z pewnymi pokarmami.

A.O: Tak, bo bardzo często węglowodany idą w parze z jakimiś tłustymi sosami, czy nawet z białkami…

S.K: Czyli węglowodany można łączyć z warzywami, ale nie należy łączyć z białkami?

A.O: Tak. Węglowodany, jeżeli są jedzone oddzielnie w jednym posiłku i nieokraszone jakoś szczególnie tłustymi i ciężko strawnymi sosami wówczas są lekkostrawne i poprzez to, że działają na tarczycę, przyśpieszają metabolizm, powodują chudnięcie i dlatego na przykład jak ktoś odżywiał się, powiedzmy tradycyjnie i przechodzi np. na weganizm, zawsze chudnie.

Dzieje się tak dlatego, że w diecie wegańskiej jest bardzo dużo węglowodanów, które są nieoczyszczone, czyli są razowe i ta dieta powoduje chudnięcie

S.K: Tu wchodzimy na temat, o który oczywiście też Cię zapytam. Czy Twoim zdaniem diety wegetariańskie, czy około wegetariańskie są lepsze i zdrowsze niż diety, w których jest białko zwierzęce?

A.O: Tak, odkryłam to już ponad 30 lat temu i trwam przy diecie wegetariańskiej z takimi różnymi przejściami np. na dietę wegańską, czyli bez w ogóle bez produktów odzwierzęcych. Przez długi czas, bo prawie rok byłam na diecie surowej. To jest niesamowita dieta. Ona daje niesamowitą energię.

S.K: Dieta surowa, czyli spożywa się tylko produkty nieprzetworzone?

A.O: Tylko to, co można zjeść na surowo. Wszystko to, co można zjeść na surowo i ponieważ niektórych rzeczy nie można zjeść na surowo, bo posiadają substancje antyżywieniowe, w związku z tym się je kisi, i po ukiszeniu także można je dodać do diety.

S.K: Czyli kiszonki też w niej są?

A.O: Tak, dieta surowa to duża ilość kiszonek.

S.K: Zresztą ostatnio bardzo modne są kiszonki.

A.O: Tak, bardzo modne są kiszonki, dlatego że w kiszonkach są tak zwane probiotyki, czyli bakterie, które bardzo dobrze działają na nasz przewód pokarmowy i całkowicie wyrzucają złą florę bakteryjną.

Zdrowe jelita to zdrowy organizm. Kiedyś nawet była nawet taka książka: Śmierć czai się w jelitach — taki straszny tytuł, ale prawdziwy.

S.K: Sami sobie szykujemy ten los?

A.O: Tak, sami sobie szykujemy ten los i sobie tę łyżką kopiemy grób.

S.K: Podczas naszej ostatniej rozmowy bardzo negatywnie odnosiłaś się do produktów nabiałowych.

A.O: Myślę tak już od wielu lat.

S.K: To wynika z tego, że one są ciężko strawne?

A.O: Nabiał, czyli produkty mleczne, mają bardzo złą sławę…

S.K: Zasłużoną złą sławę?

A.O: Tak, zasłużoną. Po pierwsze dlatego, że to już nie są te same produkty mleczne, co kiedyś. Ono przed dostaniem się do konsumenta przechodzi proces UHT.

S.K: Pasteryzacja?

A.O: To właśnie nawet nie jest pasteryzacja, żeby to była pasteryzacja, to by było dobrze. A jest to proces Ultra High Temperature Processing. Jest to sterylizacja, przez co białko w tym mleku nie jest rozpoznawane przez nasz organizm.

Nasz organizm musi od nowa to rozpoznać, żeby móc to rozłożyć i w jakiś sposób z tego skorzystać, więc bardzo dużo energii musi przeznaczyć na ten proces. Nie mówiąc już o tym, w jaki sposób krowy są karmione paszą GMO i różnymi hormonami, lekami, przez co dużo chorują…

S.K: Zresztą te tak zwane stare diety, mądre diety jak dieta makrobiotyczna wywodząca się z cywilizacji chińskiej de facto wykluczały to.

A.O: No akurat dieta chińska zawsze była makrobiotyczna zawsze była bez mleka, ponieważ Chińczycy nie traktowali mleka jako produkt spożywczy.

Dieta makrobiotyczna jest bardzo mądrą, starą dietą, która dzieli produkty na Yin i Yang, czyli na zimne i gorące. Jest to bardzo ciekawe i z tej diety też warto wiele wyciągnąć.

S.K: Diety, które mają dużo warzyw, dużo owoców, dużo naturalnych produktów są najlepsze, są najbardziej wskazane, ale w naszej rozmowie też wspomniałaś o jednej rzeczy, która zafascynowała mnie.

Bardzo często jest tak, że ludziom się wydaje, że dieta jest remedium na złe odżywianie natomiast to, że ludzie tyją, że ludzie mają problemy ze swoim ciałem może wynikać zupełnie z czego innego tak?

A.O: Tak no to jest właśnie bardzo istotne, że diety to są tylko narzędzia, które nam pomagają coś skorygować. Natomiast głównie my mamy takie ciało, jakie jest nam potrzebne do życia.

Więc jeżeli ktoś musi wkroczyć w tłum i zarządzać, musi być autorytatywny, ma tego typu obowiązki jego mózg podświadomie kreuje duże ciało, ponieważ o musi być widzialny to jest akurat element totalnej biologii.

S.K: Czyli kontrola nad własnymi procesami jakby mentalnymi umysłowymi to de facto, jest też kontrola nad własnym ciałem tak?

A.O: To znaczy, że to, co robimy w życiu, determinuje to, jak wyglądamy. Jeżeli naszym zadaniem jest zbieranie informacji i później przetwarzanie ich i podawanie, to taka osoba nie musi być duża. Natomiast jeżeli ktoś zarządza dużą grupą ludzi i musi po prostu codziennie stawać do jakiejś walki do tego, żeby kogoś przekonać do czegoś, to musi być zauważony.

Jego mózg dostaje informację: musisz być duży  no i po prostu steruje nim w tym kierunku, żeby ten człowiek taki był. Czyli przykładowo mimo stosowanej diety można mieć napady niepohamowanego głodu, tak zwanego wilczego apetytu. Nie raz słyszałam, jak to ktoś cały dzień zdrowo się odżywia, a potem w nocy przez sen idzie do lodówki i wyjada wszystko, co jest.

S.K: Je ile może.

A.O: Tak. To właśnie organizm ma różnego rodzaju swoje możliwości, które uruchamia w momencie, kiedy widzi, że jest zagrożony. A niedojadanie to jest zagrożenie, organizm wpada w panikę i zaczyna po prostu działać, np. zwalnia metabolizm.

Organizm może spowolnić metabolizm o 20% przy diecie niedoborowej, wówczas jesteśmy senni, ledwo żywi, bo organizm oszczędza energię i w żaden sposób nie można wytłumaczyć mu, że my się chcemy pozbyć tego tłuszczu.

On trzyma ten tłuszcz mocno, więc dobrym rozwiązaniem jest kontemplacja, rozmowa ze swoim podświadomym mózgiem. Po prostu jemu dokładnie trzeba wytłumaczyć, że my chcemy być szczupli, bo nam jest to potrzebne do życia.

S.K: Czyli każdą dietę, czy proces głodówki warto zaczynać od medytacji, od takiego wejścia mentalnego w ten proces, powiedzenia swojemu ciału czego potrzebujemy…

A.O: Tak, trzeba rozmawiać z nim tak, jak z małym dzieckiem: spokojnie, delikatnie…

S.K: Według tego, co mówisz, to jest najważniejsze, a dopiero potem jest ważne to, co jemy.

A.O: Tak, bo dieta może być po prostu dobrze dobranym narzędziem. Jest przypadek opisany w totalnej biologii z małymi dziećmi. Jeżeli matka jest zajęta swoimi własnymi problemami, kocha oczywiście dziecko, ale nie może mu poświęcić czasu, bo ma jakieś problemy, które ją trzymają przy sobie, dziecko jest zaniedbane.

S.K: I wtedy tyje?

A.O: Jest zaniedbane i chce zwrócić na siebie uwagę, wówczas organizm dziecka zaczyna tyć, ponieważ jest to tak jakby podświadoma informacja, że jak będę duże, to matka mnie zauważy i po prostu dzieci tyją i są badania robione na ten temat.

S.K: Agnieszko i tym przewrotny sposób dotarliśmy do tego, że tak naprawdę diety nie polegają na tym, że jeść to albo to, ale, że trzeba w sposób świadomy i rozsądny rozmawiać z własnym ciałem i od tego zaczynać próbę zrzucenia czy to kilogramów, czy bycia zdrowszym.

A.O: Na ogół tak.

S.K: Dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę.

Gościem Sławomira Króla była Agnieszka Olędzka.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś