Firma Ethnosfera

Ania Patynek: Bębniarstwo i gra na instrumentach perkusyjnych – to moja pasja i droga życia…

Gościem Sławomira Króla, w kolejnym odcinku Ethnosfery będzie Anna Patynek — pierwsza dama polskiego bębniarstwa, współtworzyła Orkiestrę Na Zdrowie, a także współpracowała z takimi artystami jak Jose Torres, Justyna Steczkowska, Trebunie Tutki, Maryla Rodowicz, Zbigniew Hołdys, czy Hey. W programie opowie nam o tym, jak z pozycji amatora zbudowała tak znaczącą pozycję w polskiej muzyce.

Sławomir Król: Ogromnie cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie. Ponieważ mamy tak dużo do porozmawiania, to nie będę robił długich wstępów. Powiem tylko, że przed Państwem pierwsza dama polskiego bębniarstwa.

Anna Patynek: O, wow!  Dziękuję bardzo.

S.K: Co Ty na to?

A.P: Podoba mi się.

S.K: A miałaś być podobno pianistką?

A.P: Wiesz, to taki chyba był zamysł mojej mamy, a właściwie to był przypadek…

S.K: Czytałem w Twoim życiorysie, że chodziłaś do szkoły muzycznej, grałaś na pianinie i pewnego dnia zobaczyłaś, chłopaków grających na bębnach na Starówce. To jest początek historii?

A.P: Tak, to jest początek historii. Zobaczyłam jednego chłopaka z dreadami grającego na bongosach, na takich dwóch połączonych bębenkach w które pukał…

I  jak pszczoła do miodu ja szłam do tego… To było dla mnie coś tak egzotycznego, coś tak dziwnego, te dźwięki… Ja nie słyszałam takich dźwięków, takiej muzyki, no bo rytm to też jest muzyka, prawda? No po prostu zakochałam się i w tym chłopaku i w tych dźwiękach…

S.K: Spojrzałem na Twoją historię w Internecie i trochę się zdziwiłem, dlatego, że wyczytałem tam, że zaczęłaś współpracować z Orkiestrą na Zdrowie, już 1986 roku.

A.P: Tak.

S.K: To były początki, tak? I to było spotkanie z Jackiem Kleyffem?

A.P: Tak, to było spotkanie z Jackiem Kleyffem, aczkolwiek ja już wcześniej, gdzieś chyba od 1983-84 roku szukałam już tych ludzi i tych bębnów.

Byłam zauroczona, no ale nie wiedziałam skąd to wziąć, więc jechałam np. na pielgrzymkę do Częstochowy, bo tam jest duże skupisko ludzi, albo na jakieś koncerty, takie typu Jarocin… i w tych skupiskach nastawiałam uszy na to czy gdzieś ktoś bębni i ja tam od razu szłam…

S.K: Moje zdziwienie stąd się wzięło, że pierwszą płytą Orkiestry na Zdrowie, była płyta, która została wydana, prawie że 10 lat później. Płyta Jest los Orkiestry na Zdrowie została wydana w 1995 roku, przez moje wydawnictwo Folk Time.

No i wtedy się poznaliśmy w ogóle; wtedy poznałem Anię Patynek razem z załogą pt: Orkiestra na Zdrowie, gdzie szefował Jacek Kleyff.

I to były rzeczywiście takie Twoje artystyczne początki, tak?  

A.P: No tak, takie artystyczne…

S.K: Zaczęły się koncerty, zaczęły się próby, zaczęło się poważne granie?

A.P: Czy ono było poważne? Wiesz co, to było tak, że ja szłam za tą swoją pasją. Ciągnęło mnie do tych bębnów straszliwie i trafiłam w bodajże 1986 r. na Słomę, który produkował bębny. Narobił tych bębnów ze czterdzieści i zrobił warsztaty w Hybrydach.Był tam koncert reagge’owy i te warsztaty. Ja tam poszłam, bo wiedziałam, że tych bębnów jest tam dużo i na pewno, któryś mi się dostanie.

I tam właśnie przyszedł Jacek Kleyff i mówi: „słuchaj może chcesz z nami grać na bębnach, mamy taki zespół..?” A ja mówię, wiesz, ale ja nie gram na bębnach, nie umiem grać na bębnach; a on na to: jak to?!.. przecież grasz na bębnach, widzę! Przychodź w poniedziałek na 18 na Goldoniego (* miejsce Bielańskiego Ośrodka Kultury) tam są próby… No i tak się zaczęło…

S.K: A instrumenty były od Słomy, czyli Jerzy Słomiński, zwany Słomą…

A.P:  No tak, bo ja mówiłam, że nie mam bębnów, ale oni odpowiadali, że mają bębny i nie ma problemu. I ja przychodziłam na te próby otwarte, co było jakby podążaniem za tą moją pasją…

Ja do tej pory mówię, że jestem zawodowym amatorem, bo ja jestem samoukiem, jeśli chodzi, o grę na bębnach. Ja się nie uczyłam tego w żadnej szkole. Zresztą nie wiem, czy w tamtych czasach w ogóle ktoś  tego uczył na poziomie zawodowym?

S.K: No nie, ja myślę, że opowiadamy o czasach kiedy to była pełna egzotyka…

W tej chwili wszyscy grają na bębnach, mnóstwo ludzi się tym zajmuje; są warsztaty bębniarskie,  nawet z tego, co wiem, na spotkaniach korporacyjnych grają na bębnach. A wtedy, jak pamiętam, bębniarze to byli jacyś ludzie, jakby  z innej planety…

A.P: Tak, to było tylko kilka osób w całej Polsce i dotarcie do tych ludzi to był wielki problem.

S.K: No ale poza tym od samego początku Ty się wybijałaś… Powiem Ci, że poza tym, że grasz w sposób wspaniały, to od początku wyróżniał Cię Twój image, Twój wygląd, Twoja charyzma…

A.P: Jak to ja mówię,  jadę na tej charyzmie cały czas…

S.K: Niedawno powiedziałem swojej znajomej, że będę robić ten program, a ona o Tobie nie słyszała, bo jest trochę z innego świata. Pokazałem jej Twoje zdjęcia, które przygotowałem do programu, a ona mówi: jaka śliczna!

Więc myślę, że Twoje połączenie gry na bębnach z Twoim image’m, z tym, że zawsze wyglądałaś w sposób fascynujący, no wiesz dredy etc…  

A poza tym, to co Ci mówiłem, jak się spotkaliśmy, że mam wrażenie, że Twoja gra na bębnach zawsze była z takim flow, z pasją… Ja uwielbiam patrzeć, jak Ty grasz na bębnach, ponieważ dla mnie jest to widok kogoś, kto idzie za rytmem, kto poszukuje…

A.P: Tak, ja bardzo często, to słyszę. Ja nie widzę siebie, jak gram i często też jest też tak, że jak widzę siebie na jakimś nagraniu, to myślę: o Boże, jak ja wyglądam!

Ale bardzo często to słyszę od ludzi, że oni lubią patrzeć na mnie, gdy ja jestem w transie, że ja tak to przeżywam i to jest takie niesamowite. A ja po prostu gram…

S.K: Wróćmy do tego, dlaczego nazwałem Cię pierwszą damą polskiego bębniarstwa. Otóż dla mnie Twoja pasja połączyła się z ogromnymi osiągnięciami, dlatego, że Ty jako amatorka zbudowałaś swoją pozycję muzyczną, najpierw z Orkiestrą na Zdrowie, a potem zaczęłaś grać, byłaś zapraszana do ogromnej ilości projektów. Powiedz o tych projektach trochę.

Ja wiem, że tego jest strasznie dużo… i  trudno z czegoś wybrać, ale wiem, że było kilka tych ważnych dla Ciebie i znaczących.

A.P: Tak, są takie ważne punkty na mojej drodze grania. Oczywiście pierwszy punkt to  jest Orkiestra na Zdrowie, bo tam miałam możliwość regularnie dotykać bębnów… Tam się wszystko zaczęło rodzić m.in. wspólne muzykowanie i słuchanie innych instrumentów.

Natomiast taki drugi ważny moment, który w ogóle wystrzelił mnie na zupełnie inną orbitę, to był projekt Zbyszka Hołdysa, który przyszedł, na jedną z prób Orkiestry na Zdrowie. Ja słuchałam go jako dziecko, w radiu, wszyscy go znali to była wtedy wielka postać. Powiedział mi, że jest zauroczony tą grą moją… i bardzo chciałby, abyśmy wspólnie coś zrobili, bo montuje jakiś projekt i do mnie zadzwoni…

S.K: Myślę, że on Cię zobaczył i poczuł właśnie to flow… Bardzo szybko zaproponował Ci wyjazd do Stanów Zjednoczonych, tak?

A.P: Tak, zawiązał się zespół i pograliśmy trochę tutaj, trochę w Stanach. To był mój pierwszy wyjazd i od razu możliwość grania z takimi muzykami, że jak on mi powiedział przez telefon, kto będzie grał, to stwierdziłam, że się nie nadaję… Ale on powiedział „nie, daj spokój, przestań,  ja chcę ciebie i koniec!…”

S.K: Myślę, że to było ważne dla Ciebie…

A.P: Tak, to było bardzo nobilitujące…

S.K: … i  że to było wejście w zupełnie inny rynek muzyczny.

A.P: Tak, totalnie. Już abstrahując od tego, że to inny gatunek, bo jednak bębny, to zawsze było jakieś takie folkowe granie, przy ognisku, przy gitarach, a tu nagle rock i takie duże hity. Pomyślałam sobie: Boże, co ja mam tam grać, co ja mam tam robić?! Jednak Zbyszek mi dawał wolną rękę, tak że mogłam robić, co mi się tam podobało.

S.K: To Ty szukałaś formy?  On dawał Ci artystycznie wolną rękę?

A.P: Dokładnie tak, może tam w jednym utworze powiedział, żeby było delikatniej,

a tak to miałam wolność, więc super.

S.K: A to było trochę chyba wyjątkowe? Czy również przy współpracy np.

z Marylą Rodowicz, bo wiem, że brałaś udział w nagrywaniu jej płyty…

A.P: Nie przy nagraniu, tylko przy trasie koncertowej Złota Maryla. Wtedy nagrywał tę płytę José Torres, ale musiał wyjechać i dał namiary do mnie…

S.K: Więc Ty zastępowałaś niejako José Torresa?

A.P: Tak, i zadzwonił do mnie menedżer Maryli Rodowicz i wtedy też byłam w szoku. No bo wiesz, okazuje się nagle, że z takiego sobie grania amatorskiego,  nagle wskakuję na najwyższe półki z nazwiskami i zespołami, które wszyscy znamy. No tak to się działo jakoś…  

S.K: Aniu, ponieważ jest to dopiero początek tej opowieści, bo nie dalibyśmy rady zmieścić się w dwunastu minutach, to zapraszam Cię na drugą rozmowę i wrócimy do tego, co działo się potem. Bo te początki to była Orkiestra na Zdrowie, a następnie były te projekty bębniarskie o których możemy wspomnieć; wiem że były: Słoma i Bębnoluby, Wadada, były..

A.P:Papa Drum, Uado Taraban, Pacznaga – wszystkie takie pierwsze kapele bębniarskie, perkusyjne…

S.K: To tam się rodził bębniarski ruch w Polsce, a Ty w nich wszystkich uczestniczyłaś…

A.P: No gdzieś tam się o nie ocierałam, mimo że były to z różnych miast zespoły…

S.K:  No ale to  jest właśnie fascynujące, że weszłaś w ten zupełnie inny świat muzyczny i tam się  świetnie odnalazłaś…

A.P: Wiesz, tych osób nie było tak naprawdę dużo… Myślę, że takim pniem tego bębniarstwa jest Słoma, który zaczął te bębny produkować i uczyć robić młodych ludzi… i od niego te wszystkie gałęzie, to wszystko wyrosło…

S.K: O dalszym ciągu tej historii opowiemy w następnej rozmowie, bardzo Ci dziękuję, za ten pierwszy odcinek.

 

Z Anną Patynek rozmawiał Sławomir Król.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś