BIZNES

Maksymilian Kostrzewa (ByForest): W biznesie kieruję się wartościami

Co łączy drewno z rodzinnymi wartościami? Wbrew pozorom bardzo wiele. Gośćmi Macieja Gnyszki będą Maksymilian i Olek Kostrzewa, którzy opowiedzą jak na co dzień wygląda funkcjonowanie firmy ByForest, w której najbardziej ceni się czas spędzany z rodziną.

Maciej Gnyszka: Robisz coś bardzo nietypowego. Uczysz dzieci, ale w sumie też zajmujesz się rąbaniem siekierą. Co właściwie robisz?

Maksymilian Kostrzewa: To nauka w najlepszym wydaniu. Oryginalność to też coś, co bardzo cenimy.

M.G: Skąd wziął się pomysł na ByForest?

M.K: Rodzice poznali się, mając około 30 lat, wpadli na pomysł, że będą mieć dzieci i przeskakując te 30 lat, to rodzina jest tematem, który już na wczesnym etapie znajomości z moją, jeszcze wtedy nie żoną, był nam bardzo bliski.

Chciałem układać życie w ten sposób, aby ta rodzina mogła być blisko, żeby biznes był taki, aby jak najwięcej czasu można było spędzać wspólnie i abyśmy jak najwięcej mogli się od siebie uczyć w tym czasie.

Najpierw wpadliśmy na pomysł firmy budowlanej, deweloperskiej, ale wyszło, że jest ona dużo mniej rodzinna, niż by się wydawało. Pewnego dnia znajomy zapytał, czy razem weźmiemy drewno z lasu. Więc pojechałem do lasu.

M.G: Pierwszy raz w życiu.

M.K: W takim celu, tak. Za pierwszym razem poszło szybko, ale za drugim czekałem na leśniczego ponad pół godziny i zauważyłem, że emocjonalnie nic się nie dzieje — a na budowie 5 minut czekania oznaczałoby duże nerwy.

To był ten pierwszy moment zrozumienia, że las jest fajny. Później pojawił się ten etap zajmowania się drewnem — przemysłowym, opałowym i stolarskim.

M.G: Ale rozumiem, że pan leśniczy w końcu przyjechał, Ty w międzyczasie się trochę poprzytulałeś do drzew i wpadłeś na jakiś pomysł?

M.K: Tak, trwało to około dwóch lat, bo trzeba było zakończyć inwestycje budowlane, pozamykać wszystkie projekty i zobowiązania i w pełnym wymiarze zająć się drewnem.

Rodzina tu występowała w tym kontekście, że tatuś rąbał, to synek też chciał rąbać. Wraz z rozwojem firmy, kiedy na pierwszym etapie dużo czasu spędzaliśmy razem, nagle taty praca zaczęła wyglądać w ten sposób, że ktoś inny rąbał drewno, a tatuś dużo rozmawiał przez telefon, a w tym gadaniu jest dużo nieciekawych rzeczy.

M.G: I niekiedy tata musi iść do telewizora i też się nagadać.

M.K: Tak jest, tu chociaż razem możemy. Chciałem więc żeby ten czas był także ciekawy dla dzieci. I stąd zrodził się pomysł warsztatów.

M.G: Dwa lata temu miałem okazję być u Ciebie, ze swoim Maksiem i to, co wtedy wytworzyliśmy, czyli lichtarz cały czas nam służy. Ale rozumiem, że z wykształcenia stolarzem, czy leśnikiem nie jesteś?

M.K: Nie, ale blisko – Familiologia, czyli wydział nauk o rodzinie. To studia, które skończyliśmy razem z żoną, stąd też ten temat rodziny zawsze był nam bliski. Chcieliśmy też z tym łączyć naszą pracę i w tym się rozwijać.

M.G: Więc jeśli chodzi o ten pomysł z drewnem, to żaden dziadek, czy pradziadek, nie mógł być Twoim wzorem, po prostu wszystko rozpoczął kolega, który spytał, czy nie potrzebujesz drewna.

M.K: Pewnie tak, chyba żeby się cofnąć bardzo daleko, więc może św. Józef? Kto wie…

M.G: Powiedzmy coś więcej o Twoich warsztatach. Na czym one polegają, co lubią w nich dzieci, a co dorośli?

M.K: Temat warsztatów jest pochodną tej idei, która mówi o tym, że warto spędzać czas razem i rodzinnie.

Zapraszamy na warsztaty do nas, gdzie faktycznie jest tam taki full time czasu spędzonego razem, zabawy i pracy w drewnie, czyli jakieś gry plenerowe na placu, plus ta mikrostolarka, gdzie można wytwarzać różne rzeczy.

Olek, co ostatnio robiliśmy?

Aleksander Kostrzewa: Karmniki i samochodziki.

M.G: Czterokołowe, czy trzykołowe?

A.K: No różne.

M.K: Były nawet pociągi…

M.G: A czołgi?

M.K: Czołg chyba jeździł nawet po naszym domu, prawda?

A.K: Tak, ale teraz nikt nie zrobił.

M.K: Teraz na warsztatach faktycznie nikt. Te warsztaty były bardziej pacyfistyczne. Więc jest to taki czas pracy w drewnie, która bardzo pięknie pokazuje też te relacje w rodzinie i daje do myślenia, na co się nastawia tata, a na co synek. Synek na zabawę, zabawę, zabawę plus narzędzia.

No, a tata czasem na zabawę, a czasem na efekt i później jest: daj, daj, ja to zrobię! Często pojawia się takie pytanie, kto tak naprawdę lepiej bawi się w tym warsztacie, czy jest to syn, czy tata. Najfajniej jest, jak warsztaty kończą się ogniskiem. W Warszawie w galeriach jednak nie zawsze to ognisko jest mile widziane…

To jest ta długa koncepcja warsztatowa, można powiedzieć, że nasza ulubiona, aczkolwiek najczęściej jesteśmy spotykani, kiedy jesteśmy gdzieś na terenie Warszawy zapraszani do imprez. Wtedy przychodzimy na krótki warsztat.

M.G: Wspomniałeś o galerii handlowej, czyli rozumiem, że są to różne strefy dla dzieci, czy podobne miejsca, gdzie się pojawiacie?

M.K: Bardziej na jakichś eventach okolicznościowych np. urodziny marketu budowlanego, czy dzień ojca.

M.G: Przykładowo, jeżeli ktoś organizuje imprezę firmową dla pracowników z dziećmi, to Ty jako ByForest masz dla kogoś takiego ofertę?

M.K: Jak najbardziej. W dużej mierze dostosowujemy ją do okoliczności, np. pod fontannami mieliśmy możliwość zaprezentowania się krócej, ale bardziej, czyli dołożyliśmy tor przeszkód z drewna.

W tym roku mamy stulecie Niepodległości, więc staramy się wyjść z warsztatem z elementami patriotycznymi.

M.G: Gdzie można Was znaleźć?

M.K: Zapraszamy na stronę byforest.pl

M.G: W Towarzystwach Biznesowych jesteś od niedawna. Skąd pomysł by męsko-ojcowskie warsztaty drewniane tam się znalazły?

M.K: Dobre towarzystwo. Można stamtąd wynieść dla siebie potencjał na rozwój własnej osoby, czyli nie tylko firmy, ale także jest to możliwość spotykania się z ludźmi, którzy wspólnie zmierzają coraz wyżej.

Ja bardzo lubię rozmawiać o biznesie, lubię też słuchać, jak inni się rozwijają, a także wyznawać wspólne wartości, jeżeli chodzi o Towarzystwo Biznesowe, to jest kluczowe, bo nie ma tego zgrzytu wartości, które jednak są ważne. Dużo można powiedzieć, o tym, że częścią naszej tematyki jest ekologia.

To nie zawsze jest domena prawej strony politycznej, więc wielu wśród naszych klientów ma różne poglądy, ale my możemy je jasno komunikować. Jeżeli robimy już ten większy biznes, to od początku chcemy mieć jasność poglądów i współpracy.

M.G: Jakie największe wyzwania stoją przed Wami w 2018 roku?

M.K: Aleksander, co mama ukrywa w sobie?

A.K: Dzidziusia.

M.K: Więc jakby nie patrzeć naszym największym tegorocznym wyzwaniem będzie dzidziuś.

M.G: Kiedy wychodzi na drugą stronę brzucha?

M.K: Połowa listopada, tak planujemy. W tym samym miesiącu lub wcześniejszym będziemy próbować uruchomić warszawski punkt leśnej stolarni, do którego będzie można zapraszać całe grupy uczestników, abyśmy mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych mogli sobie spokojnie majsterkować.

M.G: Czyli np. w korporacji wpadają na pomysł mega integracji, gdzie wszyscy skręcają drewniane czołgi, to czterdzieści osób do autokaru i do Kobyłki?

M.K: Tak, do Kobyłki lub do Warszawy. Szukamy właśnie takiego miejsca, więc jakby ktoś mógł polecić, to bylibyśmy wdzięczni. Jest to dla nas także jakby nie patrzeć wyzwanie.

M.G: Dziękuję za rozmowę.

Gośćmi Macieja Gnyszki byli Maksymilian i Aleksander Kostrzewa.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś