Architektura

Maciej Ejdys (architekt): Zapewniam swoim klientom święty spokój

W kolejnym odcinku programu Macieja Gnyszki gościem będzie uznany architekt Maciej Ejdys, który opowie o swojej drodze do zdobycia upragnionego zawodu, tworzeniu nowych miejscowości, a także o realizowaniu marzeń swoich dzieci.


Maciej Gnyszka: Jak to się stało, że budownictwo i architektura stały się Twoją pasją?

Maciej Ejdys: Zacznijmy od tego, że jak byłem mały, jeśli wchodziłem do jakiegoś lasu, to zawsze budowałem szałas. Te marzenia o budowaniu gdzieś tam we mnie narastały i zacząłem kształcić się w tym kierunku. Po rozpoczęciu kariery zawodowej wpadł mi w ręce artykuł odnośnie budowania na zachodzie Europy, w którym architekt jest odpowiedzialny za cały proces inwestycyjny.

Wtedy pomyślałem sobie, że fajnie byłoby coś takiego robić. Miałem jednak tylko uprawnienia budowlane, czyli mogłem tylko budować, a nie projektować. Wówczas wpadłem na szalony pomysł, aby w wieku 32-óch lat rozpocząć studia architektoniczne, które przy pomocy mojej kochanej rodziny udało się skończyć.

Dzisiaj mam uprawnienia i budowlane i architektoniczne, które pozwoliły mi na wdrożenie tej idei, którą kiedyś sobie wymyśliłem. Jednak, aby w pełni móc obsłużyć klienta należało jeszcze zdobyć wiedzę w zakresie zarządzania. Dlatego w międzyczasie skończyłem jeszcze na SHG, studia podyplomowe z Zarządzania i Marketingu.

Teraz jestem kompletną osobą, która może zrealizować całą inwestycję od początku, czyli od projektowania, poprzez negocjacje i znalezienie odpowiednich wykonawców, aż po realizację inwestycji i oddanie jej do użytkowania.

M.G: Mówisz o tych 32-ów latach, tak jakby to były co najmniej 62 lata. Jednak podejrzewam, że byłeś najstarszym studentem?

M.E: Tak. Miałem wiele takich ciekawych sytuacji, kiedy przed zajęciami stałem przed salą, czekając na wykładowcę, ktoś podchodził do mnie i pytał: przepraszam, a to z panem będziemy mieli dziś zajęcia? Odpowiadałem, że nie, że razem będziemy słuchać, co ktoś inny ma do powiedzenia. To były bardzo fajne i miłe chwile.

M.G: Kto najczęściej jest Twoim klientem? To rodzina, która buduje domek, czy bardziej deweloper?

M.E: Na początku sam pozyskiwałem inwestorów i za bardzo nie wiedziałem jeszcze, kogo szukam. Natomiast dziś, po kilku latach funkcjonowania firmy, profil klienta mam już bardzo szczegółowo opracowany.

Jest to firma, która się rozwija, produkuje, świadczy usługi i potrzebuje nowego obiektu, aby zrealizować swoje zamierzenia produkcyjne lub usługowe. Ja zapewniam projekt takiego obiektu i realizację.

W zależności od tego, na jakim etapie jest inwestycja, czasami jest tak, że klient ma już zaprojektowany jakiś budynek, projekt jest już wykonany, a ja wchodzę ze swoim zespołem na nadzór.

Wówczas robimy audyt dokumentacji, sprawdzamy, czy to, co zostało zaprojektowane, da się zrealizować, pewne rzeczy poprawiamy i później przystępujemy do realizacji inwestycji, czyli poszukujemy wykonawcy i nadzorujemy obiekt.

M.G: Z Twoich ust często pada legendarne zdanie: panie, kto to panu tak sp…?

M.E: Nie, dlatego, że ja wychodzę z założenia, że nawet jeżeli klient powierza mi jakieś zadanie w trakcie, to nie oceniam tego, co ktoś inny zrobił wcześniej, a bardziej patrzę pod kątem przyszłości.

Analizujemy nie po to, aby kogoś oceniać, tylko po to, aby ten produkt zrealizować. Ta przyszłość jest dla nas motorem do działania, a nie ocenianie kogoś dla samej oceny.

M.G: W związku z kompleksowością Twoich usług wcale nie musisz być najtańszy. Jak rozumiem wartość, którą nabywa od Ciebie klient, to w zasadzie święty spokój?

M.E: Tak. Ostatnio nawet prowadziłem taką rozmowę ze swoimi klientami, w której poprosiłem o szczerą odpowiedź na pytanie, co w ich odczuciu, tak właściwie im daję.

Rzeczywiście to się potwierdziło — ta kompleksowość, którą mu możliwość realizacji zadań. Zawsze wychodzę z tego założenia, że jeżeli coś umiesz robić i robisz to najlepiej – to, to rób.

Jeżeli klient coś produkuje, to niech to robi. Niech ma święty spokój do tego, aby rozwijać się w branży, w której się realizuje. Ja mu ten spokój zapewnię i wykonam projekt, tak jak było to ustalone.

M.G: Na slajdach widzimy Twoją sesję zdjęciową, powstałą w trakcie realizacji inwestycji?

M.E: Tak, tu akurat była realizowana drukarnia. Projekt już był wykonany, zrobiliśmy audyt, przystąpiliśmy do negocjacji, znaleźliśmy wykonawcę i zrealizowaliśmy obiekt w taki sposób, jaki był zamierzony od początku.

Zawsze z klientem określamy sobie złoty trójkąt celów, czyli zakres danej inwestycji, czas i budżet. Ten projekt był tak właśnie realizowany: był termin, kasa i to wszystko się zgodziło.

M.G: Multi Packaging Solutions — jak rozumiem to Twój klient?

M.E: Tak, aktualnie rozmawiamy o nowym, kolejnym projekcie. Akurat to zdjęcie pochodzi z listopada, kiedy robiłem przegląd projektu.

Oprócz tego, że realizujemy inwestycję w całości, mamy także obsługę poinwestycyjną, która polega na przeglądach obiektów, które są wymagane prawem budowlanym.

Więc to jest właśnie jeden z obiektów produkcyjnych, które nadzoruje dwa razy do roku. Aktualnie rozmawiamy także o rozbudowie tego budynku o kolejne hale produkcyjne.

M.G: To zdjęcie to Niewodnica Piaskowa, czyli wyjątkowe miejsce. Zanim o nim opowiesz, to powiedz, czy obiekty, którymi opiekujesz się na różnych etapach, to jedynie budynki z Białegostoku i okolic, czy działasz ogólnopolsko?

M.E: Z uwagi na czas, jaki trzeba poświęcić na inwestycję, działamy raczej w regionie Białegostoku, plus pięćdziesiąt kilometrów.

Zdarzały mi się indywidualne zlecenia np. w Warszawie, ale to wymaga większego zaangażowania. Jeżeli mamy taki portfel zamówień, że jesteśmy w stanie wygospodarować sobie jeszcze dwa dni, aby zająć się inwestycją w Warszawie, to zgadzamy się. Ale to zależy od terminu i czasu, w którym jest to realizowane. Także głównie skupiamy się na Białymstoku i jego okolicach.

To jest realna możliwość obsługi, chociaż aktualnie realizujemy inwestycję w Hajnówce, Enklawie Białowieskiej, jest to budowa kilku apartamentowców pod element przyszłego dochodu pasywnego, czyli pod wynajem. Natomiast jest to jeszcze skala zasięgu naszego działania.

M.G: Wróćmy do tematu Niewodnicy Piaskowej. Powiedz coś więcej o tej miejscowości.

M.E: Mieszkam w Niewodnicy Koryckiej na ulicy Piaskowej jest to wioska oddalona o 9 km od Białegostoku. Zebrała się tam fajna grupa sąsiadów do tańca i do różańca, robimy razem różne rzeczy, bawimy się i mamy swoje miejsce do rozrywki. Dwa lata temu w okresie postu, trochę się nudziliśmy, więc stwierdziłem, że trzeba zrobić jakiś dowcip, tym bardziej że zbliżał się pierwszy kwietnia.

Noc wcześniej wkopałem taki oto napis Niewodnica Piaskowa, przed wjazdem na naszą ulicę i nieformalnie ogłosiliśmy niepodległość. Wysłaliśmy informację do wójta i proboszcza, o tym, że z dniem pierwszego kwietnia powstaje nowa miejscowość.

Co ciekawe wielu mieszkańców łyknęło to, bo również dostali informację. Byli przerażeni, że muszą wymieniać dowody, pojawiły się w ogóle telefony do gminy, do wójta z pretensjami, o to, jak mógł zrobić coś takiego bez konsultacji społecznej.

Później przez kilka tygodni musieliśmy wszystkich uświadamiać, że był to żart na Prima Aprilis. Jednak nazwa się przyjęła i czasami z niej korzystamy, informując o różnych imprezach, które organizujemy łącznie z tym że nawet proboszcz podczas niedzielnej mszy dziękując za zebrane datki, podziękował mieszkańcom Niewodnicy Piaskowej.

M.G: Jak na te Twoje szaleństwa reaguje Twoja córka Gabrysia?

M.E: Gabrysia to wszystko przyjmuje. Ponieważ ma wiele genów ode mnie, to ten styl bycia, w którym i zajmujemy się firmą i podchodzimy do wszystkiego na wesoło, bardzo jej odpowiada.

Przyjmuję to jako coś naturalnego. Aktualnie zrobiła sobie szałas w pokoju telewizyjnym, wykonany z różnych kocy, a ma 17 lat.

M.G: Opowiedz coś o swoim ostatnim szalonym pomyśle mianowicie o tym, jak stałeś się budowniczym jachtu.

M.E: Pomysł powstał już dawno, natomiast jego realizacja trwała pięć lat. Kiedyś przyszedł do mnie syn i powiedział: tato chodź, zbudujemy jacht. Temat żeglarstwa jest w naszej rodzinie od lat.

Pomyślałem sobie, że w zasadzie żaden jacht nie jest mi potrzebny, ale jego budowa wpłynie na relacje z moim synem i w jego pamięci może to zostać jako coś, co będzie opowiadał swoim dzieciom. Więc zgodziłem się na ten szalony pomysł.

Mieliśmy zamiar budować małą łódkę, ale gdy powiedziałem o tym mojej żonie, stwierdziła, że skoro mamy już budować łódkę to taką, jaką pływamy po Mazurach, czyli dziewięciometrową. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że wydłużenie łódki o 3-4 metry to wydłużenie nie o rok, ale o co najmniej 4 lata jej budowy.

Moja żona spytała mnie również o to, ile to będzie kosztowało. Zadzwoniłem do swojego konstruktora i mówię: Stefan, powiedz, jakie są mniej więcej ceny budowy takiego jachtu? On odpowiedział mi, że około 50 tysięcy. Nie dopytałem jednak o walutę. Po 2-óch latach powiedziałem żonie, że nadal tyle potrzebuję tylko raczej w euro.

M.G: Myślę, że na pewno oszczędzasz takich niespodzianek swoim inwestorom, ale jak to się mówi: szewc chodzi bez butów i myślę, że jacht jest tego najlepszym przykładem. Kiedy będzie chrzest?

M.E: Jeżeli wszystko wyjdzie tak, jak zaplanowaliśmy w harmonogramie, to w przyszłym roku, na przełomie lata i jesieni jacht powinien być zwodowany.

Akurat wchodzimy w proces mocno inwestycyjny, dlatego, że będziemy musieli kupować dużo sprzętu m.in. silnik i całą instalację wewnątrz. Dlatego poszukuje wielu kontraktów, żeby zarobić i dokończyć realizację marzenia mojego syna i całej naszej rodziny.

M.G: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Gościem Macieja Gnyszki był Maciej Ejdys.

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś