FIRMA GRANDECANE.PL

Paulina Janczak (aktorka): Mój pies wspiera mnie w mojej pracy

Czy pies może być inspiracją dla artysty? Jak pogodzić mobilny tryb życia z opieką nad zwierzęciem? O tym opowie nam Paulina Janczak – aktorka, którą możemy zobaczyć w teatrze muzycznym Roma i Operze Filharmonii Podlaskiej, a także właścicielka mopsa Stefanka.

Michał Sawa: Masz pieska?

Paulina Janczak: Mam pieska — Stefanka, który jest po prostu najpiękniejszym psem na świecie. Chociaż wiele osób twierdzi inaczej, ale dla mnie jest najukochańszy.

M.S: Ale dlaczego tak twierdzą? Każdy ma wyjątkowego psa.

P.J: To prawda, to widać też na zdjęciach.

M.S: Bardzo ładny mopsik!

P.J: Ja kocham go nad życie, co widać. On akurat na tym zdjęciu nie odwzajemnia mojego uczucia. On lubi buziaczki, jak mnie budzi rano.

M.S: Czekaj, ale Stefanek to facet prawda?

P.J: No tak.

M.S: To widać, bo lubi być przytulany

P.J: Tak jest, ale jeśli rano trzeba mnie obudzić to, jak najbardziej w tym momencie ja tak reaguje, jak on na tym zdjęciu.

M.S: A o której godzinie zwykle Cię budzi?

P.J: Właśnie mówi się, że zwierzęta upodabniają się do swoich właścicieli i tutaj jest idealny tego przykład, dlatego że ja nie jestem rannym ptaszkiem i potrafię się obudzić o godzinie jedenastej. Ale i tak ja wstaję, a on śpi dalej.

M.S: Ja mam zdjęcie Stefanka, ale nie widzę podobieństwa. Powiedziałaś, że właściciel potrafi upodobnić się do psa? Czy pies do właściciela?

P.J: Pies do właściciela, a właściciel do psa.

M.S: Ja nie widzę podobieństwa w dalszym ciągu.

P.J: Ale naprawdę ono jest. Stefanek ma to do siebie, że już prawie południe, ja wstaję, a on w tym momencie przekłada się na moją poduszkę i śpi dalej.

M.S: Bo jest wygrzana.

P.J: Możliwe, że to dlatego.

M.S: Czuje ciepło, a pies zawsze idzie w stronę, gdzie jest ciepło, bo przecież nie będzie szedł do zimna.

P.J: Oprócz tego jest też leniuchem. Jego ulubione zajęcie to spanie i ewentualnie jedzenie, ale to tylko wtedy kiedy ja mu je dam, a tak to głównie śpi.

M.S: Każdy pies lubi być przytulany, a to jest mops.

P.J: Tak.

M.S: Ile Stefanek ma lat?

P.J: Stefanek za 2 miesiące będzie miał już 4 lata.

M.S: Jak to się zaczęło, że masz mopsa i jesteście razem od 4 lat?

P.J: Ja zawsze bałam się wziąć psa ze względu na swój zawód i swoją mobilność, bo tak naprawdę nie jestem w stanie usiedzieć zawodowo w jednym mieście dłużej niż jakiś czas.

M.J: No właśnie, bo od ilu lat występujesz na scenie?

P.J: Od 10 lat, dlatego że często zdarzają się koncerty, spektakle czy plany zdjęciowe w różnych miejscach, podróżuje po całej Polsce i dlatego zawsze bałam się mieć zwierzę, aby go nie skrzywdzić, żeby nie musiał siedzieć sam cały czas.

Jednak cztery lata temu zdecydowałam się na psa i to był chyba najszczęśliwszy dzień w moim życiu i to była najlepsza decyzja, dlatego że Stefanek to taka chodząca endorfinka, która za każdym razem tak się cieszy na mój widok, jak chyba nikt inny.

M.S: No właśnie widzę dużo emocji z jego strony. No i jak to jest być taką zajętą osobą, jaką jesteś Ty i mieszkać z jednym psem już od 4 lat?

P.J: Jest cudownie. Ja obecnie żyję na dwa domy, bo mieszkam i w Warszawie i w Łodzi i Stefanek dzięki temu zna oba te miejsca i bardzo je lubi. Jeździ ze mną też po Polsce.

Niedługo pojedziemy do Białegostoku, gdzie wznawiamy spektakl, także Stefanek również zna hotel, w którym będziemy mieszkać i go bardzo lubi. Właśnie też jest tak, że ja wstaję rano na próbę, a Stefanek się przekłada na drugi bok i myśli: tak Ty idź na próbę i pracuj na moje jedzenie, tak idź, idź!

M.S: Stefanek miał występować w spektaklu prawda?

P.J: Tak, był taki pomysł dlatego, że przygotowywaliśmy premierę Doktora Żywago w Białymstoku i zarówno w książce, jak i w filmie jedna z postaci negatywnych postaci posiada mopsa.

Jednak w ostatniej chwili i reżyser i ja i też cała produkcja, doszliśmy do wniosku, że to nie będzie dobry pomysł, dlatego że w książce ten bohater nie lubił swojego psa.

Mimo że cały czas ten pies mu towarzyszył, to jednak on źle się wobec niego zachowywał, więc też trudno byłoby to zagrać. Byłaby to też dezorientacja dla zwierzęcia, dlatego że tam jest olbrzymia scena i tak naprawdę bardzo trudny technicznie spektakl więc było to niebezpieczne.

M.S: A Stefanek wiedział już, że są takie plany co do jego osoby?

P.J: Zdradziłam mu troszeczkę tej tajemnicy.

M.S: Czytał scenariusz?

P.J: Scenariusza nie czytał, ale coś tam mu zdradziłam i był chętny.

M.S: Tak? Po tej minie to poznałaś czy były też inne przejawy?

P.J: Troszkę inne. Stefanek ma bardzo mimiczną buzię, także widziałam, że był chętny, aczkolwiek musiał to przemyśleć. Pomogłam mu w podjęciu tej decyzji.

M.S: Karmą i przysmakami?

P.J: Też.

M.S: Przed programem opowiedziałaś mi o ciekawej sytuacji, która Was spotkała.

P.J: Tak. Znaczy to były dwie bardzo podobne do siebie sytuacje dlatego, że kiedy zadzwoniłam do mojego taty i oznajmiłam mu, że mam mopsa to mój tata powiedział, że był szczerze zdziwiony, bo do tej pory przez całe swoje życie myślał, że mops to jest tylko i wyłącznie Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

To także, ale okazało się, że to także rasa psa. Drugą jakby analogiczną sytuacją do tego, było, to gdy w sobotni poranek, kiedy byłam ze Stefankiem na spacerze i mój mózg jeszcze do końca się nie włączył, podeszła do mnie pani i spytała mnie, czy może orientuje się, gdzie jest tutaj najbliższy MOPS. Chwilę to trwało, zanim domyśliłam się, o co chodzi, bo moja pierwsza myśl to była…

M.S: …tu na trawniku.

P.J: Tak.

M.S: A Stefanek to usłyszał?

P.J: Nie, był zajęty swoimi ważniejszymi sprawami wtedy.

M.S: Rozumiem, nie wnikamy w nie.

P.J: Tak, dokładnie to są jego prywatne sprawy. Tak więc tej pani odpowiedziałam dopiero po chwili namysłu, bo zrozumiałam, o co jej chodziło i z taką kamienną twarzą odpowiedziałam: nie, nie wiem niestety. Ale naprawdę to było analogicznie do reakcji taty na ten ośrodek i na mopsa i było to dla mnie bardzo śmieszne.

M.S: Dobrze, że Stefanek nie wiedział, o co chodzi i zajmował się dalej swoimi sprawami. A jakie są mopsy?

P.J: Mopsy są przekochane i naprawdę to są takie chodzące endorfinki.

M.S: Ale dużo chrapią chyba? Tak słyszałem.

P.J: Chrapią, to prawda, ale mi to absolutnie nie przeszkadza, bo ja tak naprawdę, jak wyjeżdżam gdzieś bez niego, to wręcz nie mogę zasnąć, bo nic mi nie chrapie i nic mi na przykład się nie przykleja się pleckami do twarzy.

M.S: Są ludzie, którzy lubią spać w spokoju i w ciszy, ale Ty chyba do nich nie należysz?

P.J: Nie, właśnie dzięki niemu tak się nauczyłam spać, że żaden hałas mi nie będzie przeszkadzał.

M.S: Sesja zdjęciowa, którą teraz widzimy, była robiona już chyba jakiś czas temu, sądząc po Twoich włosach?

P.J: Tak, to było parę lat temu, ale mam sentyment do tej sesji. Mimo że Stefanek nie jest tutaj zachwycony.

M.S: Mopsy tak mają, czy ten mops tak ma? Znasz innych aktorów, którzy również mają mopsy?

P.J: Nie znam. Ale mam znajomych aktorów, którzy mają i kochają zwierzęta.

M.S: A czemu akurat pies i kot?

P.J: Miałam dwa koty w moim życiu Dyzia i Gagę.

M.S: Rasowe czy dachowce?

P.J: Dachowce i w dodatku przygarnięte.

M.S: No i skąd ta zamiana na psa, skoro zawsze miałaś kota?

P.J: Szczerze mówiąc, nie wiem. Kiedyś bałam się kotów, a one to wyczuwały i na przykład kot mojej koleżanki potrafił mi wskoczyć na kolana, ja już byłam sparaliżowana ze strachu, a on z pełną powagą i spokojem drapał mnie po całej twarzy i uciekał.

M.S: Ale tak z wyciągniętymi pazurami?

P.J: Tak i zostawałam z taką krwawiącą twarzą. Także kiedyś bałam się kotów, ale potem mi się to zmieniło.

Pokochałam te zwierzęta i pokochałam ich indywidualność, dzięki temu jakoś tak potrafiliśmy się dogadać, że jednak te koty nie chodziły własnymi drogami u mnie w domu, bo dyskutowałam z nimi.

One rzeczywiście może nie robiły tego, co ja chce, no bo bez przesady kot się nigdy na to nie zgodzi, ale jednak jakoś tak współgraliśmy, że dzieliliśmy to mieszkanie razem.

M.S: Może to jest tak, że żeby polubić psa czy kota to pies musi ugryźć, albo jak w Twoim wypadku kot musi podrapać.

P.J: Tak to prawda, ale pies mnie nigdy nie ugryzł. Ja zawsze lubiłam zwierzęta, mój tata miał golden retrievera Saszę, który był naprawdę kochanym i mądrym psem i już niestety świętej pamięci.

Nigdy nie bałam się psów, zawsze lgnęłam do nich i psy do mnie, także akurat z psami nie miałam problemu.

M.S: Wróćmy do Twojej pracy zawodowej. Dlaczego zostałaś aktorką, bo stało się to dosyć wcześnie?

P.J: Dosyć wcześnie i dosyć niespodziewanie.

M.S: No właśnie, bo jak nastolatka może wiedzieć, czego chce w życiu, mając 17 lat?

P.J: Kompletnie nie może wiedzieć. Ja chodziłam do szkoły muzycznej w Łodzi, gdzie byłam instrumentalistką, bo grałam na flecie i fortepianie. Jednak troszkę potrzebowałam czegoś innego.

M.S: Więc mogłaś zostać muzykiem?

P.J: Mogłam, ale też w szkole szukałam innych pasji. Uwielbiałam angielski, chemię, także bardziej myślałam, że może w tym kierunku potem pójdę.

Jednak w pewnym momencie pojawiła się w Łodzi szkoła musicalowa, do której poszłam, bo też właśnie chciałam tańczyć, chciałam śpiewać i szukałam swojej drogi w tym kierunku. Okazało się, że jest organizowany casting do Upiora w Operze w warszawskiej Romie.

Pojechałam na niego, tak naprawdę aby sprawdzić swoje umiejętności i to jak w ogóle taki casting, czego się spodziewać na przyszłość. Ważyłam wtedy 15 kg więcej niż teraz i miałam złamaną nogę, ale specjalnie nie poszłam do lekarza.

M.S: Mając 17 lat?

P.J: Tak specjalnie nie poszłam do lekarza, żeby mi nie wsadzili tej nogi w gips, żebym coś jednak mogła tam zatańczyć. Więc tak dokuśtykałam się na ten casting i naprawdę nie spodziewałam się, że to się tak potoczy. To był wielki uśmiech losu, za który dziękuje, bo zmienił moje życie i cały czas ta bajka trwa.

M.S: Cały czas występujesz. Ile zagrałaś spektakli?

P.J: W sumie to zagraliśmy około 650 spektakli teraz.

M.S: Samego Upiora?

P.J: Tak, Samego Upiora. Teraz będziemy obchodzić dziesiątą rocznicę Upiora w Operze w Polsce. Czyli 10 lat gramy ten spektakl, a ja 10 lat gram tę rolę.

M.J: Nie znudziła Ci się ta postać?

P.J: Nie, to jest tak piękny spektakl, tak piękna muzyka i tak piękna historia, że nie może się znudzić.

M.S: Ale od 10 lat grasz to samo.

P.J: Tak, ale z przerwami. Pierwsze 2,5 roku rzeczywiście graliśmy w Romie codziennie, oprócz poniedziałków i była to ciężka praca, ale tak naprawdę, jeśli coś jest pasją i coś się kocha, to nie stanowi to problemu.

Za każdym razem, kiedy jest kolejne wznowienie i kolejny raz możemy się wcielić w tę postać, to po pierwsze jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, bo dojrzewamy razem z tą postacią, a po drugie za każdym razem jest to niby ta sama historia, ale jednak opowiedziana zupełnie inaczej.

M.S: Jak pies pomaga Ci w uczeniu się ról?

P.J: Stefanek często się rozśpiewuje. Gdy chce ze mną pośpiewać i na przykład mam wprawkę typu oooo, to Stefanek wtedy intonuje podobnie jak ja i robi coś w tym stylu.

M.S: Niesamowite.

P.J: Tak, zastanawiałam się, czy może niedługo nie będziemy występować razem.

M.S: Może tak być, tylko Stefanek musi troszkę poćwiczyć wokal.

P.J: Tak, ćwiczy ze mną za każdym razem, także powoli dochodzimy do perfekcji.

M.S: O czym marzysz teraz?

P.J: Żeby nigdy nie przestać się rozwijać i aby mój Stefanek cały czas mnie kochał tak samo, jak kocha mnie teraz. Bo chyba mnie kocha?

M.S: Tego Ci życzę. Na pewno kocha jak każdy pies.

P.J: Karmię go, więc mnie kocha.

M.S: Każdy pies kocha swojego właściciela, zwłaszcza jak wraca do domu. Gdy ja wracam, pies się zawsze cieszy no, chyba że śpi.

P.J: Tak, dla takich chwil warto żyć.

M.S:Moi drodzy moim gościem była Paulina Janczak aktorka, którą możemy zobaczyć w teatrze muzycznym Roma i Operze Filharmonii Podlaskiej. A w telewizji też?

P.J: Oczywiście.

M.S: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Gościem Michała Sawy była Paulina Janczak.

Zapraszamy na stronę GrandeCane.pl

Michał Sawa – magister ekonomii, przedsiębiorca zrzeszony w Powiatowym Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorczości w Wołominie. Instruktor praktycznej nauki zawodu sprzedawcy, a także uznany hodowca psów i wieloletni członek Związku Kynologicznego.

Jego pasją są media społecznościowe i telewizja. W 2013 był pomysłodawcą i współorganizatorem akcji AKCJA TAKA TONA KARMY DLA ZWIERZAKA, której finałem było przekazanie tony karmy do schroniska w Katowicach.

Właściciel firmy GrandeCane zajmującej się dystrybucją  najwyższej jakości produktów przeznaczonych dla psów i kotów. Od 2016 roku prowadzi program Strefa Zoologiczna w telewizji Słodki Live.

  foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś