fitness

Tomasz Ciachorowski (aktor): Nie mógłbym żyć bez słodyczy

W kolejnym odcinku FITrozmowy, gościem Katarzyny Czaplejewicz będzie znany aktor filmowy i teatralny Tomasz Ciachorowski, który opowie o swoim własnym sposobie na zdrowy tryb życia.

Katarzyna Czaplejewicz: Skąd u Ciebie pomysł na aktorstwo? Wyczytałam, że urodziłeś się w Gdańsku, a także jesteś absolwentem Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa.

Tomasz Ciachorowski: Zgadza się. Zanim poszedłem do szkoły aktorskiej, skończyłem studia na politechnice Gdańskiej na wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa i uczyłem się projektować napędy okrętowe, ale jak widać, nie przydało mi się to.

Decyzja, żeby zostać aktorem, narodziła się dość spontanicznie. Mając już te dwadzieścia parę lat i będąc na politechnice, zaangażowałem się w pracę takiej amatorskiej grupy teatralnej, która działała egidą Marynarki Wojennej w Gdyni na Oksywiu.

Po tym, jak skończyłem studia, obroniłem się i nie wiedziałem, co robić w swoim życiu to za namową koleżanki podszedłem do egzaminów wstępnych do szkoły aktorskiej. Byłem już wtedy starym koniem, bo miałem 25 lat.

K.C: Bez przesady z tym starym koniem.

T.C: Jak na adepta sztuki aktorskiej, byłem już dojrzałym studentem.

K.C: Skąd wziął się pomysł na ten kierunek, który wybrałeś w Gdyni? To było podyktowane tym, że urodziłeś się i wychowałeś w Trójmieście? Mieszkając tam, wybiera się właśnie te kierunki związane z morzem? Czy jednak miałeś jakąś taką pasję, jako dziecko siedziałeś, budowałeś statki, majstrowałeś przy silnikach?

T.C: Nie, właśnie nie wynikało to z mojej pasji. Poszedłem na studia na budowę okrętów za namową rodziców, tak naprawdę. Pewnie tak jak na Śląsku każdy ma w rodzinie kogoś, kto pracuje w kopalni, tak u nas na wybrzeżu, też każdy w rodzinie ma kogoś, kto jest marynarzem albo buduje statki, czy pracuje w stoczni.

Teraz już przemysł stoczniowy bardzo się zmienił. Wtedy, kiedy ja zaczynałem te studia w 2000 roku, Stocznia

Gdyńska, bardzo dobrze prosperowała i można, było sobie obiecywać po tych studiach bardzo intratną pracę. Kiedy już kończyłem te studia pięć lat później, stoczni gdyńskiej już nie było. Była już w stanie upadłości. Także zaraz po skończeniu studiów, okazało się, że nie mam za bardzo perspektyw zawodowych. Dlatego zacząłem szukać jakiejś innej drogi.

Początkowo, to aktorstwo i moje popisy sceniczne, były tylko jakąś odskocznią, jakimś hobby. Nigdy nie myślałem o tym, żeby robić to zawodowo i zarabiać tym na życie.

Kiedy podchodziłem do egzaminów wstępnych studium aktorskiego w Olsztynie, to też był pewnego rodzaju wygłup, kaprys, chęć sprawdzenia się. Też nie myślałem o tym poważnie i absolutnie nie było to moim pomysłem na karierę, na zarabianie pieniędzy i realizowanie się.

K.C: Kierunek studiów, które wybrałeś na samym początku, a aktorstwo, to są takie dwa zupełnie różne bieguny. Jeden z nich, tak myślę, jest zarezerwowany bardziej dla umysłów ścisłych, a drugi to jest pełen human.

Czy ty jesteś takim człowiekiem, który świetnie sobie radzi w takich rzeczach bardziej ścisłych, logistycznych, matematycznych, a także właśnie w humanistycznych, języki, aktorstwo, literatura? Sądzę, że mało jest takich ludzi, którzy mają zdolności na obu polach. A Ty dysponujesz całym wachlarzem możliwości.

T.C: Poniekąd tak, jeżeli o mnie chodzi, to nie umiałbym się tak kategoryzować, że jestem umysłem ścisły i nie interesują mnie jakieś zagadnienia z dziedziny humanistyki. Ja sobie w szkole równie dobrze radziłem z przedmiotami ścisłymi takimi, jak matematyka fizyka, (fizykę w ogóle uwielbiałem), jak i z przedmiotami humanistycznymi czy artystycznymi. Wydaje mi się, że mam pewne zdolności manualne, ale też analityczne.

K.C: Ale zdecydowanie najlepiej czujesz się na scenie i przed kamerą ?

T.C: No, nie wiem, czy najlepiej mi to wychodzi, ale faktycznie czuję się najlepiej

K.C: Spójrz tutaj na te zdjęcia, które wybrałam

T.C: Z lodami…

K.C: Widzę, że jesteś człowiekiem, który lubi zjeść i ma do tego zdroworozsądkowe podejście. Przykładowo tutaj widzimy, że wcinasz hamburgera, czyli bułę…

T.C: Ale frytki z batatów zauważ!

K.C: Dobrze, frytki z batatów, niech będzie. A tutaj lody. Wydaje mi się, że jesteś takim człowiekiem, który nie stawia sobie jakiś takich sztywnych barier. Korzystasz z życia i zachowujesz jakąś taką równowagę. Tak jest czy się mylę?

T.C: Jeżeli chodzi właśnie o jedzenie, to jestem bardzo niekonsekwentny. Bo staram się narzucać sobie od czasu do czasu jakiś reżim, np. zakładam, że ograniczę słodycze, że będę się lepiej odżywiał… A potem, to nie do końca wychodzi tak, jak sobie założyłem. Jednak też się bardzo szybko rozgrzeszam z tych swoich skoków w bok, no bo po co się katować. Tak jak mówiliśmy przed wejściem na antenę — trzeba mieć jakiś wentyl.

Kocham słodycze, nie umiałbym bez nich żyć.

Gdybyśmy mieli tak sobie reglamentować wszystko i sprowadzić życie do jakiejś ascezy, to nie mielibyśmy z tego żadnej przyjemności. Chodzi o to, żeby zachować pewien umiar. Jeśli zgrzeszymy i zjemy sobie pizzę albo lody w gofrze, które są przepyszne, tak na marginesie…

K.C: To czerpmy z tego radość!

T.C: Tak, czerpmy z tego radość, nie katujmy się, a potem nie biczujmy się za to po prostu.

K.C: No właśnie, wiesz ja też często spotykam się z tym, że rozmawiam z ludźmi, którzy są na diecie i mówią, no dobra, chodźmy sobie na lody. A jak już zjedzą te lody, to, zamiast cieszyć się z tego, że te lody zostały zjedzone, były dobre i to była chwila takiej fajnej przyjemności, to od razu mają wyrzuty sumienia.

To dla mnie też jest trochę bez sensu, bo wszystko jest dla ludzi. Ja nie mówię, żeby tutaj codziennie się opychać jakąś toną słodyczy, ale czerpmy z tego przyjemność i wynagradzajmy się za ciężką pracę. Ty jesteś osobą, która nie ukrywajmy, ciężko pracuje, bo bycie aktorem, to nie jest łatwym zawodem.

Zarówno jeżeli chodzi o kwestię psychiczne, jak i fizyczne. Jesteś w ciągłym ruchu, ciągle pod ostrzałem, zawsze musisz mieć w głowie tekst czy też rolę i jakiś tam profil postaci, która pokazujesz.

Jak weszłam na Twój profil na Instagramie to zobaczyłam, że bardzo dużo zdjęć masz też z różnych aktywności fizycznych. Grasz w tenisa, wykonujesz treningi na siłowni i biegasz, więc jesteś też człowiekiem, dla którego aktywność fizyczna w życiu jest ważnym elementem. To prawda?

T.C: To prawda, ja nie stronię od aktywności fizycznej. Co więcej, lubię aktywność fizyczną. Ponadto, gdybym nie miał z tego przyjemności, robiłbym to o wiele rzadziej. Ale też dzięki temu, że uprawiam sport, biegam, od czasu do czasu gram w tenisa i staram się przynajmniej trzy razy zajrzeć na siłownię w ciągu tygodnia, mogę pozwolić sobie właśnie na bezkarne jedzenie słodyczy, bo mam taką świadomość tego, że to mi się kompensuje w pewien sposób.

K.C: To właśnie w Tobie cenię, że potrafisz być szczery i potrafisz to powiedzieć, bo nie każdy się do tego przyznaje. Ja sama robię dokładnie tak samo.

T.C: Potem na siłowni trzeba zrobić trening kardio, żeby łatwiej było się rozgrzeszyć z tej tarty czekoladowej.

K.C: To jest bardzo zdrowe podejście. Chciałabym jeszcze powiedzieć widzom, że Tomek jest taką osobą bardzo zadaniową, bo pamiętam, jak przychodziłeś do mnie na treningi, to zawsze mówiłeś:

Teraz będę o siebie dbać i wracać do formy, bo się zaniedbałem. Przychodziłeś i dawałeś z siebie maksimum całej energii.

T.C: Jeżeli postawię sobie jakiś cel, to wiem, że wcześniej czy później go osiągnę. Zazwyczaj jest to później niż wcześniej, bo zazwyczaj idę bardzo krętą drogą do tego celu.

K.C: Adaptujesz się do pomysłu po prostu.

T.C: Tak. Przykładowo założyłem sobie lata temu, że nauczę się języka włoskiego. I przez parę lat, bodajże pięć lat moja jedyna aktywność, która była podporządkowana temu celowi, to było nabywanie książek, kursów takich właśnie w cztery tygodnie naucz się języka włoskiego, słuchanie włoskich piosenek. Ale nie zrobiłem nic takiego wymiernego, co by pozwoliło mi się tego języka nauczyć. Ale od dwóch lat już chodzę do spikera i na zajęcia grupowe i sam w domu się do tego przyłożyłem.

To ziarenko, które gdzieś tam sobie zaczyna kiełkować, wcześniej czy później wypuści pędy i będzie z tego plon.

Zwykle dzieje się to, niestety po dłuższym czasie, bo ja się tak właśnie uzbrajam w narzędzia, żeby później przypuścić taki atak ostateczny i ten cel osiągnąć. Ale z reguły jestem chyba trochę niezdyscyplinowaną osobą.

K.C: Ja bym tego nie powiedziała. Jesteś przykładem na to, że na wszystko w życiu jest pomysł. Na to, w jaki sposób funkcjonujemy, każdy powinien mieć swoja własną receptę, bo to prowadzi finalnie do osiągnięcia celu i żebyśmy w życiu byli szczęśliwi i czerpali z tego, co nas cieszy satysfakcję w życiu.

T.C: Każdy z nas zna siebie najlepiej.

Nikt nie zna nas tak, jak my siebie znamy.

Poza tym uczymy się codziennie o sobie nowych rzeczy i ja np. w Agencie bardzo wiele się dowiedziałem rzeczy, o których wcześniej nawet siebie nie podejrzewałem. Wykorzystujmy tę wiedzę. To jest z jednej strony dla nas balast, ale z drugiej strony, wskaźnik, który później możemy przekuwać na działanie w naszym życiu. Nie róbmy nic wbrew sobie.

K.C: Dziękuję za rozmowę.

Gościem Katarzyny Czaplejewicz był Tomasz Ciachorowski.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś