Firma Ethnosfera

Zimitier Vajciuszkiewicz (Todar): Bez poczucia humoru nie można być muzykiem na Białorusi

Zimitier Vajciuszkiewicz Todar — jeden z najbardziej uznanych współczesnych muzyków i kompozytorów na Białorusi. W latach 90-tych współtworzył kultowe dziś zespoły KRIVI i PAŁAC, które zdobyły uznanie na całym świecie.

Dziś jest liderem własnego zespołu Wschód-Zachód Orkiestra, z którym koncertuje i nagrywa albumy CD. W rozmowie ze Sławomirem Królem opowie o trudach bycia artystą niezależnym na Białorusi oraz o swoich imponujących dokonaniach muzycznych, a także o planach na przyszłość.

Sławomir Król: Skąd wziął się pseudonim Todar?

Zimitier Vajciuszkiewicz: Na początku w zespole Pałac funkcjonowałem jako Fiodor, ale jak usłyszałem od Macieja Rychły z Kwartetu Jorgi dowcip o twardości to pomyślałem, że też muszę być twardy. Stąd wziął się Todar.

S.K: Co robisz w Warszawie?

Z.V: Grałem koncert w Teatrze Polskim z okazji 100-lecia niepodległości Białorusi.

S.K: Ale to święto nie jest oficjalnie obchodzone na Białorusi?

Z.V: Tak, jest z tym problem. Jednak mam nadzieję, że będzie coraz lepiej, bo jest to taki proces, który potrzebuje czasu, zarówno dla władz, jak i ludzi prostych, którzy w dużej części nie znają tej daty.

S.K: Jesteś muzykiem otoczonym pewną legendą. Moim zdaniem należysz do najbardziej znanych muzyków białoruskich w Polsce…

Z.V: Ja żartuję, że jestem szeroko znany w wąskich kołach.

S.K: No te koła, wbrew pozorom nie są takie wąskie, bardzo wielu ludzi kojarzy Cię z bardzo różnych etapów Twojej twórczości. Niektórzy pamiętają jeszcze kultowe projekty folkowe Krivi i Pałac.

Było to absolutne odkrycie na rynku folkowym i dużo osób mówiło, że to, co tworzycie jest znakomite. Podobno nawet firma Atlantic Records była zainteresowana nagrywaniem z Pałacem?

Z.V: Tak, był taki czas. Był to 1995 rok, my oczekiwaliśmy na tę współpracę, ale coś się nie udało.

S.K: Więc byliście o krok od światowej kariery?

Z.V: Tak, zresztą kilka razy w życiu tak mieliśmy. Jak wspomniałem, mogło być tak i w 1995 roku z Pałacem i w 2001 roku z Krivi, ale jakoś się to nie wydarzyło.

S.K: Ale czym to było spowodowane? Powodem była sytuacja na Białorusi, czy to, że wy jako zespół się nie dogadaliście?

Z.V: Ciężko powiedzieć, bo ja nie brałem w tym udziału jako menedżer. My byliśmy po prostu artystami, którzy czekali na efekt działań swojego agenta. Może nie mieliśmy szczęścia. Pałac i Krivi działały w dobrych czasach dla folku.

S.K: Później zdecydowałeś się pójść własną drogą i zostać niezależnym artystą. Jednak wiem, że masz poważne problemy z prezentowaniem własnej twórczości u siebie w kraju?

Z.V: Już nie, ale to prawda. Byłem tam zakazany przez 14 lat z przerwami.

S.K: Miałeś zakaz występowania na Białorusi?

Z.V: Miałem oficjalny zakaz występowania na Białorusi. Przez ostatnie 6 lat, do 2017 roku nie miałem tam żadnych oficjalnych koncertów. W tym roku mi na nie pozwolili i okazało się, że to nie jest takie straszne.

S.K: Czyli nie czujesz się artystycznym banitą?

Z.V: Nie, ja jestem z Białorusi, jestem też filozofem, więc podchodzę do tego z humorem. Chcę pracować w swojej dziedzinie, a żeby to robić trzeba mieć poczucie humoru i filozoficzne podejście do życia.

Jakbym miał to odbierać jako jakieś problemy czy powód do smutku, byłoby bez sensu i w ogóle nie chciałbym zajmować się muzyką, ani niczym.

S.K: Postanowiłeś żyć z muzyki?

Z.V: Tak i żyję! Jestem jednym z bogatszych białoruskich artystów 🙂

S.K: Zorganizowałeś u siebie studio muzyczne?

Z.V: Mam studio domowe, w którym można normalnie nagrywać wszystkie instrumenty akustyczne poza perkusją. Byłem też w 40-stu krajach i zwiedziłem świat.

S.K: No tak, bo niby jesteś artysta białoruskim, ale tak naprawdę gdzie się nie pojawisz, czy to w Polsce, czy w innych krajach, to bardzo wielu ludzi zaczyna doceniać to, co robisz, dlatego, że zawsze jest to bardzo wysoki poziom artystyczny.

Moim zdaniem jest to rodzaj fenomenu, dlatego, że śpiewasz po białorusku, czyli w języku, który dla większości ludzi jest niezrozumiały.

Z.V: Większość płyt rzeczywiście jest nagrana w języku białoruskim, poza Majakowskim, bo Majakowski pisał po rosyjsku i w tym języku zaśpiewałem to 15 lat temu.

S.K: Myślisz, że jakbyś śpiewał po rosyjsku, miałbyś szersze grono odbiorców?

Z.V: Możliwe, ale ja mam swoją misję, aby śpiewać po białorusku. To jest moja miłość i szczerość.

S.K: Niektórzy mówią, że jesteś ambasadorem języka białoruskiego.

Z.V: Jestem, ale nie oficjalnie. Nie dostaję pieniędzy jako ambasador. Jako artysta — czasem tak.

S.K: Ten język jest w tej chwili oficjalnie używany na Białorusi?

Z.V: Mamy dwa języki urzędowe — białoruski i rosyjski. Jednak nie jest to równy podział, bo większość mówi jednak po rosyjsku.

S.K: Wróćmy do Twojej twórczości. Trochę się zdumiałem, bo powiedziałeś, że samych autorskich albumów wydałeś około dwudziestu.

Z.V: Tak. Może jeśli pracowałbym przykładowo w fabryce, to miałbym problem z tym, jak wydawać płyty. Jako że ja żyję z muzyki, to mam taki dorobek. Istnieje taka opinia, że lepiej nagrać jeden super album niż dwadzieścia średnich. Ja przeszedłem przez różne tematy.

W 2001 roku odszedłem od folkloru i zacząłem zajmować się piosenkami autorskimi i poezją śpiewaną. W tych czasach na Białorusi żartowali, że tylko leniwi nie śpiewają folku, po to, aby wyjechać na koncerty do Polski, czy do Niemiec.

S.K: Nagrałeś ostatnio, swoją interpretację muzyki Nohavicy, co doceniło bardzo wielu ludzi, podobno także nawet sam Jaromir Nohavica?

Z.V: Tak, on to docenił i graliśmy razem koncert. Mam nieoficjalną informację, że w Polsce jedenastu różnych artystów wydało poezję i muzykę Nohavicy, ale z żadnym nie zagrał koncertu. A ze mną zagrał!

S.K: Czyli absolutnie Cię docenił.

Z.V: Jestem mu bardzo wdzięczny. Niestety on nie jest znany na Białorusi.

S.K: Nagrałeś też, fantastyczny moim zdaniem, album z muzyką do poezji Wojaczka.

Z.V: Tak, muszę powiedzieć, że zespół, w którym gram nazywa się Wschód-Zachód Orkiestra. Kiedy zrobiliśmy Majakowskiego, zaczęliśmy szukać, czym jest Zachód i dlatego wybraliśmy Wojaczka.

S.K: A sam pomysł aranżacyjny jest Twój?

Z.V: Jest mój. Wojaczek jest kontrowersyjny i dwuznaczny. Jest tam wiele liryki i piękna, ale także kontrowersji.

S.K: Ja polecam tę płytę, stoi trochę obok tego, co robiłeś wcześniej, ale jest znakomita. Co planujesz w najbliższym czasie?

Z.V: Jak zawsze koncerty. Teraz mam już możliwość grania na Białorusi, jest trasa koncertowa, ludzie na nią przychodzą, więc cieszę się, że mnie pamiętają.

Będzie też druga część poezji Majakowskiego, bo w tym roku przypada 125 rocznica jego urodzin. Mam w planach także wydanie płyty z poezją Uładzimira Niaklajeu, która była nagrana w Warszawie.

S.K: Czyli są to bogate plany. Ja uważam, że absolutnie jesteś artystą na poziomie europejskim…

Z.V: Światowym!

S.K: Światowym. Z mojej strony będę robił, co tylko będę mógł, abyś jak najczęściej grał koncerty w Polsce i uczył polskich artystów śpiewających muzykę autorską, jak powinno się to robić.

Jesteś też świetnym showmanem, więc myślę, że będziesz tu stałym bywalcem. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Gościem Sławomira Króla był Zimitier Vajciuszkiewicz – Todar.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś