BIZNES

Błażej Pabiszczak (YetiForce): Staram się zatrudniać skromnych ludzi

Jakimi cechami powinien odznaczać się dobry pracownik? Dlaczego chęć rozwoju jest ważniejsza niż pewność siebie? O tym, jaki powinien być dobry programista, czym są systemy CRM oraz o pasji, z której powstała firma porozmawiamy z Błażejem Pabiszczakiem, prezesem YetiForce.

Tomasz Słodki: Współpracujemy ze sobą już od jakiegoś czasu i z jednej strony wspominasz o tym, że pracujecie na otwartych systemach CRM, które dostosowujecie do potrzeb klienta, a z drugiej często mówisz system YetiForce. Więc jak to naprawdę jest?

Błażej Pabiszczak: Nasz system jest otwarty więc, czy użyję określenia YetiForce, Open Source, czy systemy otwarte, dla mnie jako producenta wiadomo, że cały czas mówię o tym samym.

Natomiast osoby, które patrzą z boku na temat systemów otwartych, jeszcze tego nie łączą. Dla nas to wszystko to jedna rzecz, ponieważ to ta sama idea i ta sama pasja. YetiForce to po prostu Open Source.

T.S: Jak to jest — znajdujesz w Internecie jakieś fajne bezpłatne rozwiązanie, pobierasz i dostosowujesz je w swoim systemie, czy raczej YetiForce to rozwiązanie, które pobierają firmy i instalują u siebie na serwerze, aby móc dodawać do kodu różne rzeczy w zależności od potrzeb?

B.P: Jest to rozwiązanie biznesowe, więc ważne jest, aby ktoś, kto dostosowuje taki system, rozumiał go od strony biznesowej.

Natomiast od strony praktycznej, po prostu wpisujemy w wyszukiwarce jakieś rozwiązanie np. YetiForce, wchodzimy na stronę i pobieramy ten system. Następnie instalujemy go na komputerze, laptopie, serwerze, czy chmurze i już po kilkunastu minutach możemy z niego korzystać.

Jeżeli ktoś potrafi posługiwać się narzędziami, które są dostępne w tym systemie, może go dowolnie rozbudowywać, dopasowując parametry do swoich potrzeb.

T.S: Jak to się stało, że zacząłeś robić takie rzeczy? Jesteś programistą?

B.P: To kwestia pasji. Zawsze chciałem być programistą, ale zostając prezesem, już nie mogłem, bo jednak jedno z drugim trochę się kłóci. Przez pewien czas nieco kodowałem, natomiast, aby być w czymś dobrym, albo bardzo dobrym trzeba robić to cały czas. Mam wysokie ambicje i chciałem być najlepszy, jednak wiedziałem, że nie będę w stanie poświęcić wystarczająco dużo czasu na programowanie. Skupiłem się więc na budowaniu zespołu i zarządzaniem nim.

Teraz to, co jest dla mnie najważniejsze i sprawia mi ogromną radość, to budowanie logiki i architektury tego systemu. Wiem, że buduje fajną rzecz dla wszystkich i to mnie pozytywnie nakręca.

T.S: Ostatnio widziałem się z moim kolegą programistą. Powiedziałem mu, że napisałem piosenkę. On ze względu na swoje matematyczne umiejętności i logiczne myślenie bardzo lubi eksperymentować z muzyką.

Zaczęliśmy bawić się moim kawałkiem i okazało się, że  on był w stanie tak połączyć ze sobą sample, że usłyszałem swoją piosenkę w zupełnie nowej wersji. Wtedy od razu sobie pomyślałem, że następnym razem, kiedy się z Tobą spotkam, spytam na co zwracasz uwagę, kiedy rekrutujesz ludzi. Czym musi ująć Cię człowiek, abyś go zatrudnił?

B.P: Na początku staram się zatrudniać osoby skromne. Kiedy przychodzi do nas programista i od razu widać, że nie jest ekspertem, a jego ambicje są wygórowane, to ciężko będzie z nim współpracować.

Jak poznać, że ktoś jest bardzo dobry? Można to zaobserwować właśnie po tym, że ze skromnej osoby zmienia się w człowieka z wysokimi ambicjami. Wtedy od razu widać, że wszedł na wyższy poziom, bo edukuje się, rozwija i potrafi dyskutować na tematy, na których się zna i bronić swojego zdania. Nasza firma pozwala rozkwitnąć ludziom, którzy mają wiedzę, ale boją się ją pokazać. Dzięki temu stają się takimi pracownikami, że jak pójdą do klienta na projekt, to klienci mówią: kurczę, ale wy macie dobrych ludzi!

Więc są to osoby, które przychodzą do nas, słuchają i po kilku miesiącach stają się naprawdę o wiele lepsze, dlatego, że przychodząc do naszej firmy, są nastawione na naukę, a nie narzucanie własnego stylu.

T.S: To mojego kolegi byś nie zatrudnił? On uważa się za najlepszego.

B.P: Tak naprawdę w tej branży każdy uważa się za najlepszego, a trzeba znaleźć tych, którzy mają ochotę się uczyć. Oczywiście każdy może uważać się za znakomitego programistę, ale gdy wejdzie w jakieś środowisko, musi umieć słuchać. Jeżeli mimo dużego ego, chce się uczyć, to może być bardzo fajną osobą do współpracy. Natomiast jeśli, ktoś jest przekonany o tym, że jest najlepszy, a nie chce słuchać, no to już gorzej.

T.S: On chce zrobić z mojej piosenki techno. Ty chyba lubisz techno?

B.P: O nie, ja jestem stary rockowiec — Kazik, Kult. W YetiForce lubimy się bawić, lubimy wariować. Czemu nie? Zawsze warto mieć taką wariacką chwilę.

T.S: Jaki jest stereotypowy programista? Okularki, rozciągnięty sweter?

B.P: To się zmienia, bo szczerze mówiąc, patrząc na nasz zespół, to ludzie wyglądają bardzo różnie. Wiadomo, że programiści często są tacy skromni, skuleni, ale z tego, co kojarzę u nas w firmie, chyba tylko dwóch nosi okulary, więc nie jest to ten stereotypowy wizerunek programisty.

Natomiast widzę, że czasy się zmieniają. Kiedyś ktoś, kto interesował się informatyką, musiał siedzieć wiele tygodni w piwnicy i coś tam dłubać. Dzisiaj ludzie uczą się bardzo szybko, później wyskakują na miasto, robią coś na telefonie, a później wracają dokończyć swoją pracę. Ten styl życia się zmienia i bardzo dobrze.

T.S: Jak komunikujesz się z pracownikami?

B.P: W większości przypadków telefonicznie albo rozmawiamy w biurze. Sam, osobiście rozmawiam dziennie z pięcioma, sześcioma pracownikami. Jednak mając już praktycznie dwadzieścia osób w firmie, ciężko jest rozmawiać ze wszystkimi, więc jest to podzielone na grupy. Są też dwa zespoły, które są po prostu u klientów i one porozumiewają się między sobą.

Natomiast dwa razy w tygodniu odbywają się nasze spotkania. Przykładowo co środę mamy zajęcia sportowe takie, jak badminton albo squash. Po nich najczęściej idziemy coś zjeść albo coś wypić, na imprezę…

T.S: I to wszyscy, cały zespół?

B.P: Ci, co są w Warszawie. Ciężko prosić kogoś, kto mieszka 400 km od Warszawy, aby przyjeżdżał co środę. Potrzebowalibyśmy własnych helikopterów, najlepiej dla każdego pracownika. W tym wieżowcu, gdzie mieści się nasza firma, chyba jest lądowisko, więc akurat.

T.S: Uśmiechasz się, ale ja z drugiej strony myślę sobie, że mam własną telewizję, więc każde marzenie może się spełnić. Uważajmy na to, co mówimy, bo za chwilę może się okazać, że rzeczywiście będziesz gdzieś lądował własnym helikopterem.

B.P: Nie, aż tak bym nie chciał. Zawsze ktoś mi mówi: o zaraz będziesz jeździł lepszym autem. Ja jednak wolałbym dać trochę więcej pieniędzy, czy to na schronisko, czy zainwestować w rozwój firmy. Praktycznie od kilku lat skupiam się na tym, aby jak najwięcej dać firmie, bo wtedy ta firma jak najwięcej zwróci.

T.S: Dziękuję za rozmowę.

Z Błażejem Pabiszczakiem rozmawiał Tomasz Słodki.

foto: Oskar Kujawa

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś