SOTI Natural

Monika Kowal (SOTI): Używamy wyłącznie składników najwyższej jakości

Od niedawna możemy cieszyć się nowymi smakami oraz nową pojemnością SOTI. O tym jak smakuje najnowszy pomysł od SOTI, jak wygląda proces produkcji i co wynika z badań tej herbaty opowie Monika Kowal z SOTI Natural.

Tomasz Słodki: Przypłynęło do nas SOTI o miętowym smaku.

Monika Kowal: Tak, ta akurat przypłynęła. Ostatnio też przyleciała, ale nie mogliśmy jej spróbować, bo to były tylko lotniczo wysłane próbki. Jednak w końcu statek dopłynął do Polski i jest.

T.S: Ten smak jest już w sklepach?

M.K: Powoli dostarczamy go do sklepów, ale już można go szukać w najlepszych sklepach i restauracjach.

T.S: Dopłynęły do nas nowe butelki, więc jest i nowy smak. To już trzeci?

M.K: Tak, trzeci, ale pierwszy z serii mniejszych pojemności, właśnie 340 ml, czyli taka wygodna butelka na różne inne okazje. Większe nadają się na cały dzień, bardziej do samochodu, żeby zawsze mieć ze sobą. Mniejsze do wypicia sobie właśnie do śniadania czy do lunchu.

T.S: Dużo osób, które oglądają nasze programy, często piszą do mnie, że w sumie heroiczna decyzja o produkcji tego napoju, że to Polacy wprowadzają na polski rynek nową herbatę.

Ja chciałbym jednak, żebyśmy porozmawiali trochę o tym, jak  w ogóle wygląda ta produkcja SOTI. Mamy tutaj kilka zdjęć, co to jest?

M.K: To jest właśnie linia produkcyjna, a właściwie finał produkcji, czyli już zapakowane, rozlane butelki, które  już jadą na linii produkcyjnej. A to jest wcześniejszy etap, czyli dopracowywanie całej receptury smakowo.

T.S: A to, co teraz widzimy?

M.K: To są wszystko liście, akurat bodajże rooibos. To jeszcze czerwonokrzew, który jest właśnie kolejnym smakiem, który się pojawi, a także  badania, zaparzanie jeszcze w takiej wersji laboratoryjnej na różnych parametrach parzenia. Czyli różny czas, różne składniki. A to jest plantacja. To jest akurat plantacja zielonej herbaty w Japonii.

T.S: Byłaś też tam?

M.K: Byłam, oczywiście. Latamy tam minimum 3-4 razy w roku, żeby ponegocjować, w Azji jest bardzo ważne się spotkać. Herbata rośnie właśnie tam, bo dzięki temu jest najwyższej jakości.

Plantacje w Japonii są najwyżej cenione i są ekologiczne więc stamtąd pochodzą składniki i tam też odbywa się parzenie.

A potem przypływa do Polski. Więc jest to taki produkt międznarodowy, wiadomo z japońskich składników. Woda z Tajwanu, też specjalna, mineralna. Natomiast firma jest polska.

T.S: A jak to jest z lataniem tak daleko? To jest męczące? Bo do Japonii to chyba z kilkanaście godzin trzeba lecieć.

M.K: Tak, jest męcząco i o tyle teraz, że jeszcze są maile i tematy, które trzeba być cały czas na bieżąco. Do samego samolotu trzeba być na jakiś mailach i później strefy czasowe, zmiany, to jest ciężkie.

T.S: Tutaj widzimy linię produkcyjną, tak jak przed chwilą powiedziałaś. Ile osób jest zaangażowanych w produkcję tej herbaty?

M.K: Tutaj to jest laboratorium. Natomiast od nas zawsze jest albo ja, albo Adam. Mamy też osobę na miejscu, zatrudnioną przez nas i dodatkowo wynajmujemy jeszcze laboratorium, w którym chcieliśmy po prostu zlecić specjalne badania.

Tak samo zlecamy badania  na Politechnice Warszawskiej. Następnym razem przywiozę zdjęcia, jak to wygląda na Politechnice. Jest bardzo podobnie. Na Politechnice badane są właśnie antyoksydanty, już naszych gotowych naparów, czyli zawsze jak przypływają do nas butelki z partii, to dodatkowo są tam badane.

T.S: Tutaj widzę bardzo dużo różnych takich tacek z herbatą. Po co są te tacki, po co jest tego tak dużo?

M.K: To są różne jakościowo, od różnych producentów właśnie akurat liście rooibos. Zaparzenie, a następnie badanie jakie wartości przy zaparzaniu. To już był etap, jak dobrze pamiętam, kiedy mamy już recepturę, wiemy jakie parametry będziemy zachowywać krok po kroku i badamy tylko, które liście, które składniki, od którego producenta dadzą nam największe wartości antyoksydantów i też składowe, bo są różne rodzaje antyoksydantów także po prostu wyciągnąć maksimum.

T.S: Czy ja dobrze rozumiem, że te wszystkie tacki to jest każdy inny producent liści rooibos?

M.K: Tak.

T.S: Wy się z nimi kontaktujecie i piszecie najpierw do nich maile, później oni dostarczają to do laboratorium? Jak odbywają się takie badania, są mierzone jakieś parametry?

M.K: Tak, antyoksydanty głównie, bo zawsze się nastawiamy na antyoksydanty, ale też zapach, kolor. Dostajemy taki opis laboratoryjny i jest właśnie kolor, odchylenie koloru, odchylenie zapachowe i też wartość antyoksydantów.

T.S: A tu warto wspomnieć, że to wszystko jest naturalne, w związku z tym, to nie ma tak, że dosypiecie tam trochę czerwonej, jakiejś specjalnej farby pitnej, która będzie dawała kolor, albo takiej żółtej.

M.K: Nie ma takiej możliwości.

W naszej herbacie  nie ma żadnych barwników, żadnych aromatów.

Zresztą ostatnio robiłam prezentację, porównywałam bardzo dużo etykiet z różnych napojów herbacianych i niesamowite jak dużo tych aromatów jest tam napisanych.

Naprawdę to jest obowiązkowe, trzeba napisać, jeżeli są jakieś aromaty dodawane, bo to jest mocno weryfikowane i przez Sanepid i na wjeździe produktu, jeżeli jest eksportowany, więc nie ma żadnych barwników. Nasza herbata z czasem może zmienić troszeczkę barwę, jak jest otwarta, to też się utlenia, ale to jest wszystko z naturalnego zaparzenia i tego, że zawsze są tam jakieś drobinki składników, takie mikroskopijne. Bo wynika to po prostu z zaparzenia.

T.S: Wszystkiego zero?

M.K: Zero, tak. Tutaj wszystkiego zero, trawa cytrusowa wzmaga cytrusowość, która jest gdzieś też tym naturalnym antyoksydantem i widzimy, że to jest ważne dla konsumentów.

Akurat to zdjęcie, które teraz widzimy , jest zrobione na plantacji, z samego przetworzenia liści. Czyli ten proces przebiega od tego zielonego listka, aż do doprowadzenia do suszu.

T.S: A dlaczego to jest tak, że Wy to parzycie tam, a nie tu?

M.K: No właśnie, co było ważne to, to żeby składniki jak najszybciej przemienić w herbatę. Czyli jak najmniej transportu składników. Dlaczego?

Często liście, które są dostarczane do herbaciarni w Polsce po drodze ulegają pewnym czynnikom, które wpływają na ich jakość.

Przykładowo ja kupiłam w bardzo dobrej herbaciarni liście gyokuro i przebadałam je na Politechnice. Miały bardzo niską zawartość antyoksydantów w suszu, mimo tego, że nie mamy  tego czynnika złego zaparzenia, tylko właśnie można porównać susz z suszem.

No i miał bardzo niską wartość dlatego, że prawdopodobnie gdzieś, na którymś etapie był wystawiony na duża ilość powietrza i te liście po prostu już wywietrzały. Co ciekawe w smaku nie poczułam, że one są zwietrzałe. Nie poczujemy różnicy, natomiast potem właściwości są dużo mniejsze.

T.S: A ile czasu płynie statek?

M.K: Statek płynie 39 dni, przy najlepszych wiatrach, ale często są jakieś opóźnienia, bo np. jakieś święta, albo gdzieś nie wyrobi się na rozładowanie. Więc to jest zawsze bardzo stresujące, zawsze sobie patrzymy, bo można sobie sprawdzić w Internecie, gdzie jest nasz statek, gdzie znajduje się dzisiaj i czy się wyrobi na to przeładowanie w Szanghaju, bo musimy mieć np. na akcję promocyjną dużą ilość.

T.S: A to jest najwyższy koszt, ten transport?

M.K: Nie, właśnie to jest najmniejszy, mimo że tak się wielu osobom wydaje, że to są właśnie największe koszty. Natomiast tych statków tak dużo płynie, w najróżniejsze strony, więc to jest maksymalnie 10% ceny produktu. Więc to jest naprawdę niewiele.

Największą wagę mają składniki, czyli to, że korzystamy z ekologicznych składników, bardzo wysokiej jakości, żeby też zachować te antyoksydanty. To właśnie musimy korzystać z najwyższej jakości tych liści i widać to przy innych produktach, gdzie jest zwykle bardzo duży procent przeznaczony na marketing, a nam zostaje 1 do 2%, więc wierzymy, że produkt sam się obroni.

Rzeczywiście tak jest. Ludzie mówią o tym produkcie, opowiadają, polecają sobie dalej. No i wierzymy że, mimo że tutaj mamy rozkład taki kosztowy, na ten marketing mało zostaje, to i tak jakby ta informacja dość szybko się rozprzestrzenia.

T.S: A później takie SOTI trafia bezpośrednio do sklepu?

M.K: Nie, potem jak przypływa do Gdańska, to trafia na nasz magazyn i do kontenerów. Wszystko musimy rozpakować, podzielić.

T.S: W Warszawie też jest magazyn?

M.K: Pod Warszawą, w Nadarzynie. Tu centralnie na całą Polskę jesteśmy w stanie przetransportować.

T.S: Czyli to później jeszcze trzeba przetransportować z Trójmiasta tirem.

M.K: Tak, tirem, który od razu ten zaplombowany kontener przewozi do nas, do Nadarzyna. No i potem trzeba wszystko sprawdzić, rozładować. Najpierw jak przypływa, są właśnie kontrole, czyli jest kontener otwierany, wyjmowane są próbki w zależności ile jest partii to zawsze  po 3-4 z każdego rodzaju SOTI trafia na badania.

Trwa to około tygodnia. Następnie czekamy na decyzję, jeśli jest podjęta to są czynności celne, po tych czynnościach jest znowu plombowane i jedzie już po prostu tirem do Nadarzyna.

T.S: Śpisz spokojnie?

M.K: Śpię spokojnie, ale mało, więc jakby jakość snu jest ważna, żeby ta niewielka ilość wystarczyła.

Napatrzyłam się na Japończyków, którzy piją dużo herbaty, zdrowo jedzą i mają zawsze dużo energii, więc się nimi inspiruję i nie narzekam na brak snu.

T.S: Czy znajdziemy SOTI w dziale ze zdrową żywnością, czy może z napojami?

M.K: Na obu działach. To jest to, że rekomendujemy, żeby stało w obydwu miejscach, bo właśnie klienci szukają i tu, i tu. Np. w sieci Carrefour na początku było na dziale zdrowej żywności, następnie przenieśli na napoje i tam skoczyło diametralnie, bo nie zawsze się chodzi na zdrową żywność. Czasem się idzie tylko na dział napoje po wodę i przy okazji się bierze SOTI. Trzeba szukać w całym sklepie, pytać, najlepiej pytać, bo wtedy jest najłatwiej, żeby znaleźć.

T.S: Dziękuję za rozmowę.

Gościem Tomasza Słodkiego była Monika Kowal.

foto: Oskar Kujawa

 

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś