Podróże

Agnieszka Narewska: W Burnei słowo króla jest prawem

Brunei to państwo w południowo-wschodniej Azji na północnym wybrzeżu wyspy Borneo. Panuje tam monarchia absolutna, w której Sułtan zmienia prawo co kilka dni. Jak wygląda codzienne życie w Burnei? O tym opowie nasz gość Agnieszka Narewska.

Tomasz Słodki: Burnei to kraj, w którym zamiast wody płynie ropa?

Agnieszka Narewska: Tak. Absolutnie możemy tak określić kraj Brunei. Skąd to się wzięło? Brunei kraj absolutnie z czołówki, w którym wydobywa się ropę. Dlatego śmiało możemy używać tutaj pojęcia, że zamiast wody w kranach płynie ropa.

T.S: Wychodzi na to, że kraj jest bogaty, w związku z tym zapewne ludziom żyje się dobrze.

A.N: Tak naprawdę ciężko powiedzieć, bo myślę, że w miejscach, w których absolutnie tutaj spotykamy się z samym królem czy z rodziną królewską to, co możemy widzieć przede wszystkim, to jest ociekające złotem budynki. Tam faktycznie możemy mówić o tym, że czuć to bogactwo.

Natomiast ja tak naprawdę do wycieczki do Brunei w żaden sposób się nie przygotowywałam. Miałam wrażenie, że jest to na tyle mały kraj, że nie potrzebuje żadnych informacji i tak też oczywiście zrobiłam. Wiedziałam tylko oczywiście, że jest król, że jest bardzo bogaty i tak naprawdę celowo wybrałam się w takim terminie, kiedy wiedziałam, że mam okazję go spotkać.

Czy natomiast w Burnei żyje się dostatnio? Na ulicy tego nie widzimy absolutnie. Ja spodziewałam się w Brunei kraju bardzo podobnego do Singapuru, czyli szklanych budynków, czystych chodników. Brunei absolutnie odbiega od czystości.

T.S: Dużo ludzi pochodzi z rodziny sułtana.

A.N: Tak, ja, ponieważ podróżowałam bardzo dużo po Azji, tak naprawdę taką moją pasją jest poznawanie lokalnych mieszkańców i oczywiście taką metodę stosowałam również w Brunei.

Z tych ludzi wszystkich co poznałam, co 12-sta osoba była z rodziny królewskiej.

Także trzeba być bardzo ostrożnym przede wszystkim w kontekście rozmów na temat króla.

T.S: 381 tysięcy to jest naprawdę bardzo mało mieszkańców.

A.N: Tak, w samej stolicy mieszka 200 tysięcy.

T.S: Brunei to monarchia absolutna. Od 6 października 1967 roku głową państwa i szefem rządu jest ta sama osoba. Ma władzę ustawodawczą i wykonawczą i może zrobić, co zechce z prawem. Ty doświadczyłaś tego, że rzeczywiście tak jest?

A.N: Tak, ja miałam okazję mieszkać u bardzo fajnej rodziny filipińskiej, która mnie przyjęła i gościła przez kilka dni. Tak naprawdę tam miałam dobry wywiad, bo od lokalnych ludzi tak jak wspomniałam, nie za bardzo można w ogóle pytać, nie wypada.

Więc z Filipińczykami miałam możliwość rozmowy na temat tego, co tam się dzieje.

Z tych informacji, które tam uzyskałam, to faktycznie jest tak, że król tutaj ma władzę absolutną.

T.S: Co zrobił?

A.N: Z tych informacji, których dowiedziałam się od tej rodziny to np. 2 czy 3 lata temu, chyba w 2010 roku król z dnia na dzień zmienił prawo dotyczące urlopu macierzyńskiego. Wpłynęło kilka skarg i król z 20 miesięcy na 60 miesięcy zmienił ten urlop macierzyński.

Natomiast tutaj trzeba być realistą i ja również też spotkałam się z takimi opiniami, kiedy te decyzje, które zapadają, wcale nie są takie super przychylne obywatelom. Tutaj np. warto byłoby wspomnieć w ogóle o tych, którzy mają obywatelstwo Brunei.

Czyli jest to właśnie odłam Filipińczyków, którzy się tam regularnie wyprowadzają. Rodzina, u której mieszkałam, oni zamieszkują Brunei już 15 lat, mają paszport brunejski, natomiast do dzisiaj nie wywalczyli sobie prawa możliwości wykupu mieszkań.

T.S: Zobaczymy Twoje zdjęcia.

A.N: To jest jedno z ciekawszych miejscu Brunei, wioska na wodzie, zwana lokalną Wenecją. Zamieszkuje ją 40 tysięcy mieszkańców. I tutaj wracając na sekundkę do twojego pytania: ja celowo wybrałam się w terminie, kiedy wiedziałam, że mam szansę spotkać sułtana.

On akurat kończył 65 lat i Brunejczycy obchodzili te urodziny przez miesiąc. Więc ja miałam możliwość w uczestniczeniu w takich festiwalach, które co tydzień były organizowane. I tam miałam możliwość uścisnąć rękę samego króla. To, co teraz widzimy, to jest plaża na północno-wschodnim wybrzeżu Brunei.

Tak naprawdę jedyne takie miejsce, gdzie można swobodnie się wybrać na plażę. Natomiast tam absolutnie o typowym plażowaniu nie ma mowy ze względu na to, że jest to muzułmański kraj.

T.S: Ludzie są szczęśliwi?

A.N: Ciężko określić, bo będąc turystą, to oczywiście widzimy to szczęście, uśmiech na twarzach. Azja na ogół jest kontynentem, gdzie ludzie się uśmiechają i wyglądają na szczęśliwych. Czy są?

Od Brunejczyków nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, czy oni są szczęśliwi, żyjąc w tym kraju. Bo nie mówią, nie mogą.

Natomiast od tych, którzy się tam wyprowadzają, czyli np. Filipińczycy, wiem, że żyje się im tam bardzo dobrze. Zarobki są adekwatne i myślę, że dużo wyższe niż w Polsce. System szkolnictwa jest absolutnie kapitalny, mają prawo do korzystania ze służby zdrowia bezpłatnie, edukacja jest bezpłatna. Myślę, że tak, są szczęśliwi.

T.S: Jeżeli chodzi o swobodę obywatelską, tu są pewne problemy. Alkohol, rozumiem, że nie?

A.N: Nie. Tutaj może wspomnę odrobinkę o prawie celnym, bo myślę, że to jest istotne dla osób, które chciałyby się tam wybrać. Przy wyjeździe do Brunei należy pamiętać o tym, że absolutnie jest zakaz picia alkoholu. Prawo ogranicza wjazd z 4 puszkami małego piwa.

Można to sobie zamienić na skromny, mały likier. Natomiast nie jest wskazane, ja nawet wśród turystów, których spotkałam, a było ich niewielu, nie spotkałam nikogo, kto odważyłby się wyjąć alkohol, bo jest to niestosowne do kultury, która tam panuje. Warto też wspomnieć, że Europejczycy mają prawo wjazdu do Brunei na 30 dni bez wizy.

To o czym warto pamiętać, to trzeba powtarzać bardzo głośno, że trzeba zapłacić za wjazd i za wyjazd z Brunei, o czym nikt nie mówi.

T.S: Telefon, Internet działa?

A.N: Działa. Tak jak wszędzie w Azji.

T.S: A religia?

A.N: 90% stanowi islam, spotykałam się również z buddystami. Oczywiście Filipińczycy to chrześcijanie.

T.S: Co można zwiedzić i zobaczyć w Brunei?

A.N: Polecałabym samą stolicę, bo tak naprawdę to jest jedyne ciekawe miejsce w Brunei. Najpiękniejszym miejscem, które widziałam w Brunei, to jest ta fantastyczna wioska na wodzie. Ona liczy sobie w tej chwili 1300 lat i na sekundkę wrócę do tego, co król tutaj oferuje obywatelom.

Ponieważ sułtan jako osoba bardzo bogata, kilka lat wstecz zaproponował, aby tę wioskę w ogóle wyburzyć, ponieważ przypomina to tak naprawdę jeden wielki bałagan pływający na wodzie. Ta wioska liczy sobie 40 tysięcy mieszkańców, sułtan zaproponował wyburzenie tej wioski, wybudował mieszkańcom przepiękne domy, sugerując przeprowadzkę. Jednak mieszkańcy jako karty przetargowej tutaj użyli wspomnień, które się z tą wioską gromadzą, tradycji 1300-letniej.

T.S: To jest ta wioska?

A.N: Tak. Tutaj akurat największy rezerwat przyrody w Brunei na południu, taka lokalna Wenecja. To jest jedna z bram sułtańskich. A tutaj już mamy sam pałac, który można obserwować tylko i wyłącznie z perspektywy rzeki. To jest najpiękniejszy meczet w samej stolicy, wybudowany na cześć ojca samego sułtana. A tu akurat miałam możliwość fotografowania pożaru w tej wiosce.

T.S: To kraj konserwatywny?

A.N: Tak, porównując do innych, które odwiedziłam w Azji. Mieszkałam w Malezji. Malezja jest bardzo liberalnym krajem, gdzie absolutnie panuje swoboda pomimo panującej tam religii.

W Brunei faktycznie trzeba się stosować do takiej zasady non halal, czyli absolutnie przestrzegać wszystkich zasad Koranu. Zero alkoholu, zero wieprzowiny, stosowne ubranie.

T.S: Gdzie nocować? Są hostele, hotele?

A.N: Ja akurat miałam to szczęście, że przez Internet znalazłam rodzinę filipińską, która gościła mnie przez 6 czy 7 dni. Są hostele, są one stosunkowo drogie, porównując do tych innych azjatyckich pięknych miejsc. Taki przeciętny hostel trzeba płacić około 30 dolarów za dobę. To jest dość dużo, są oczywiście hotele, ale hotele to jest wydatek nawet w granicach 100 dolarów za dzień.

T.S: Standardowa potrawa, którą można tam zjeść?

A.N: Myślę, że standardową to jest zupa skopiowana z malajskiej tradycji, zupa na bazie curry i owoców morza, bardzo ostra. I oczywiście durian, który to jest w ogóle owoc bardzo popularny w Azji, najbardziej śmierdzący. Oni traktują to jako taki absolutny przysmak. Dla mnie jest to mieszanka budyniu z czosnkiem, która wypala żołądek. Ale polecam.

T.S: Lunch w Warszawie zjemy za 12-15 zł, a tam?

A.N: W Brunei musimy tutaj podzielić sobie standardowo dość, dwie opcje. Pierwsza jest taka, że jeżeli potrafimy przyzwyczaić się do tej lokalnej kuchni, czyli jeść ryż z kurczakiem, czy też takie lokalne ostre zupki wówczas możemy zjeść bardzo tanio. Tak jest ogólnie w całej Azji.

Natomiast jeżeli ktoś nie jest w stanie przyzwyczaić się do ostrości, która przez te potrawy przecieka, wówczas musi korzystać z tej europejskiej kuchni i są to kwoty, myślę, że w Brunei zapłacimy około 30 zł. Czyli 3 razy drożej.

T.S: A jeżeli chodzi o wynajęcie mieszkania? W Warszawie kawalerka 1500 zł, w centrum około 1800, a tam?

A.N: Cen dokładnych nie znam, natomiast wspomniałam na początku o tym, że ci, którzy przeprowadzili się do Brunei, nie mają prawa wykupu mieszkań. Tak naprawdę te dyskusje trwają już kilkanaście lat, wynika to przede wszystkim z cen za wynajem mieszkań.

Czyli one muszą być stosunkowo wyższe, niż płacenie kredytu, który można tam spokojnie wziąć. Nie wiem, jakie to są dokładnie ceny, ale na pewno wysokie.

T.S: Kultura i ludzie?

A.N: Porównując do innych krajów, jest to na pewno dość sztywno, ale myślę, że to wszystko jest związane z tym, że nikt nie może się wypowiadać na temat ani religii, ani polityki.

Więc te rozmowy z lokalnymi ludźmi sprowadzają się tylko do tego, co można zjeść, co można zobaczyć. Tych miejsc w Brunei do oglądania nie jest zbyt wiele. To jest tak naprawdę sama stolica, w której możemy zobaczyć dwa piękne meczety.

Z ciekawostek mogę wspomnieć o tym, że jest zakaz budowania wyższych budynków niż najwyższy meczet. Czyli nie wyższe niż 44 metry. Tutaj też przez ostatnie lata toczy się spór, ponieważ jeden z budynków został wybudowany na wzgórzu, więc trwają wymiary od kilku lat, czy on aby nie jest o centymetry wyższy niż meczet.

Co jeszcze, ta wioska na wodzie, o której już mówiłam, to jest tak naprawdę najciekawsze miejsce. Polecam również wycieczki przez wybrzeże na północ, one zajmują jeden dzień, ponieważ Brunei jest bardzo małym krajem, więc pokonanie tych dystansów zajmuje dosłownie parę godzin. Na północy co możemy zobaczyć? Tak naprawdę złoża ropy.

Czyli możemy przypatrzeć się temu, jak to wygląda. Jest bardzo fajne miasteczko, w którym te platformy wiertnicze się znajdują. Tam mamy również muzeum, w którym mamy możliwość przyjrzeć się całej tej procedurze wydobywania ropy. I tak naprawdę tyle. Jest piękny rezerwat przyrody, tam można zorganizować wycieczkę łódką, całodniową. Tak naprawdę w Brunei stolica, północ i to wszystko.

T.S: Dziękuję za rozmowę! Na zakończenie jeszcze zadam pytanie od widzów:

Mówiła pani, że nie można mówić na temat religii czy kultury. Czy to jest autocenzura, czy jakieś służby się tym zajmują?

A.N: Myślę, że przede wszystkim jest to spowodowane tym, że Brunejczycy w sposób absolutny szanują króla. Tak naprawdę mówienie nie jest wskazane. Nikt tego nie zabrania, to nie jest tak, że ktoś mówi, że nie możecie na ten temat rozmawiać. To jest kwestia tylko i wyłącznie kultury muzułmańskiej i wielkiego szacunku, jakim darzą króla.

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś