Firma Ethnosfera

Piotr Ziółek (Kapela Drewutnia): Utrata wzroku nie przeszkadza mi żyć tu i teraz

 

W kolejnej odsłonie programu Ethnosfera porozmawiamy o życiu z marzeniami, mimo przeciwności losu. O muzyce folkowej, byciu muzykiem niewidomym oraz o twórczym przezwyciężaniu wszystkich życiowych trudności opowie Piotr Ziółek z Kapeli Drewutnia.

Sławek Król: Mój szczególny gość ma za sobą bardzo trudną i niezwykłą historię. Urodził się w mało zamożnym domu, w którym urządzane były chrzciny dla wielu dzieci. Podczas tej uroczystości zdarzył się nieszczęśliwy wypadek w wyniku, którego został niewidomy. Ponieważ tak jak wspomniałem, jego rodzina była bardzo biedna, został oddany do ośrodka dla niewidomych w Laskach, gdzie się wychował.

Piotrze, opowiedziałem tę historię twojego życia, ponieważ zawsze byłeś dla mnie kimś, kto był i jest w życiu waleczny. Pamiętam, gdy opowiedziałeś tę historię, to wstrząsnęła mną, bo pomyślałem sobie, jak często marudzimy na przeciwności życiowe, natomiast to, co Ciebie spotkało w życiu, było naprawdę trudne do zniesienia, prawda? Miałeś ciężkie dzieciństwo?

Piotr Ziółek: Powiem tak, z perspektywy można powiedzieć tak, że wszystko, co przeżyliśmy, jest w zasadzie historią i czy to były rzeczy nieprzyjemne, czy wesołe to ja to łatwo wspominam.

S.K: Łatwo to wspominasz?

P.Z: Tak, w sumie łatwo, bo nie jest to coś, co mnie obciąża emocjonalnie. Dzisiaj już się nie utożsamiam ani z tymi chwilami, które pamiętam, że były trudne.

S.K: Powiedz, gdzie znalazłeś te siły, że mając takie potwornie traumatyczne przeżycie, potem skończyć jedną szkołę, skończyć drugą szkołę, pójść na studia. Skończyłeś historię, tak?

P.Z: Tak, skończyłem historię na UMCS.

Staram żyć trwającą chwilą i różne zadania, które mam przed sobą, rozwiązywać je na bieżąco i nie zagłębiać się w to, co było trudne, traumatyczne, bo to jest bagaż, który tylko przeszkadza.

S.K: W każdym razie, to co zrobiłeś potem, było dla mnie, jak mi opowiadałeś naprawdę imponujące. Dlatego, że zbudowałeś dom, piękny dom, w którym byłem, pod Lublinem, masz piękną rodzinę, pięcioro dzieci wspaniałych, uzdolnionych artystycznie, z którymi też już pracujesz, prawda?

P.Z: Tak, no oczywiście, już grywamy razem. To jest tak, że ja starałem się realizować swoje marzenia i w chwili, gdy trafiała się możliwość lub okazja, by jedno z tych marzeń różnych zrealizować, to po prostu starałem się szybko z tego korzystać i chyba w tym jest rzecz.

Ważne, aby przede wszystkim marzyć i mieć takie marzenia, a w odpowiedniej chwili sobie o tym przypomnieć i brać się do pracy.

S.K: Przede wszystkim będąc na studiach, bo to jest też powód naszego spotkania, założyliście w 1998 roku Kapelę Drewutnia, powstał zespół?

P.Z: Tak, powstał zespół zresztą kilku muzyków, z którymi ten zespół założyliśmy, gramy razem do dziś. Także wytrwaliśmy. No i połączyła nas taka pasja do muzyki folkowej i chęć szukania nowych rzeczy, aranżowania tej muzyki ludowej na nasz sposób.

S.K: Mówiłeś, że zaczęliście od muzyki szantowej, ale potem stwierdziliście, że nie będziecie grać szanty, tylko spróbujecie pograć to, co lubicie i tutaj jakby nagle się okazało, że muzyka folkowa, muzyka z terenów Kresów Rzeczpospolitej, ale także jest to Ukraina, Białoruś, Łemkowszczyzna.

P.Z: Tak, zgadza się, śpiewamy i piosenki ukraińskie i łemkowskie i białoruskie no i oczywiście polskie też. Nas szczególnie taka melodyka piosenek z tych stron zauroczyła. No i to jak one się przenikają, bo są wersje polskie ukraińskich piosenek, są ukraińskie wersje polskich piosenek.

S.K: Moim zdaniem jesteście w tej chwili naprawdę jednym z najlepszych zespołów folkowych i nie tylko z racji, tego, że macie bardzo bogate instrumentarium, o którym zaraz opowiesz, ale z racji tego, że jesteście, i to wszyscy tak uważają, którzy was widzieli, naprawdę autentyczni.

To widać, że muzyka przez Was grana nie jest muzyką kreowaną tylko płynącą z serca. Tę energię czuć za każdym razem, kiedy Was słyszę i widzę na koncertach.

P.Z: To jest jeden z naszych celów, żeby pokazać słuchaczom, widzom, że to, co gramy jest żywe, można się fajnie przy tym bawić i w to wczuć.

Każdy koncert dla nas jest fajną zabawą, jest fajnym przeżyciem. Nie traktujemy tego jako naszą pracę, tylko jak dobrze, miło spędzony czas.

S.K: No właśnie, chciałbym także porozmawiać z Tobą o tym podejściu niektórych organizatorów, którzy uważają, że jak pojawia się artysta niepełnosprawny, to natychmiast oznacza to problem.

Ja opowiem Ci krótką anegdotę. Zorganizowałem koncert dla pewnego organizatora, który jak zobaczył Was już na miejscu, to jakby podbiegł do mnie i powiedział: proszę pana, tak się nie robi, zawiadamia się, jeżeli tu jest artysta niepełnosprawny, my nie mamy warunków, to jest niedopuszczalne.

Ten sam organizator po koncercie przyszedł, przepraszał i mówił, że tak dobrego zespołu to on już dawno nie miał i że jesteście absolutnie samodzielni i profesjonalni i wtedy też zaimponowaliście mi tym, że nie ma dla was trudnych warunków koncertowych, tylko po prostu jedziecie, gracie, bo tak trzeba.

P.Z: Znaczy to, że są jakieś osoby niepełnosprawne to techniczny problem, który my wewnątrz zespołu już dawno sobie rozwiązaliśmy i wiemy, co ma kto robić i jak to robić. Sami też organizatorów nie informujemy o tym, że ktoś tam widzi, czy ilu nie widzi, bo to nie ma znaczenia.

S.K: Dla mnie jesteście naprawdę waleczni, mimo że w zespole są trzy osoby niewidzące, prawda?

P.Z: Tak, są trzy osoby, które zupełnie nie widzą. Tak naprawdę najwięcej pracy to mamy z muzykami nowymi, których przyjmujemy, bo muszą się z tą specyfiką zespołu jakby oswoić i się nauczyć, jak zachowywać się podczas podróży, występów i przed i po występach. No, ale to jest nasz wewnętrzny problem.

S.K: W tym roku obchodzicie 20 lecie. Przez ten czas nagraliście siedem płyt, na dwóch płytach wystąpiliście gościnnie, szykujecie nowe, wspaniałe materiały, ostatnio nagraliście płytę z Jackiem Kleyffem, co jest moim zdaniem dosyć ważnym wydarzeniem w Waszej karierze artystycznej.

Przedstaw swój zespół, powiedz kto w zespole gra poza Twoją żoną, Anią Różycką, która jest znakomitą instrumentalistką.

P.Z: W naszym zespole jest osiem osób, a instrumentów jest znacznie więcej. Śpiewa u nas Olga Iwanicka, która jest główną solistką i śpiewaczką. Poza tym jest Dariusz Mikułowski, który śpiewa i gra na bałałajce sopranowej, Mariusz Wałkowicz, który śpiewa i gra na gitarze oraz różnych strunowych instrumentach.

Darek Banul, który gra na kontrabasie lub na bałałajce basowej. Grzegorz Mazur, który gra na akordeonie. Piotr Michalski, który gra na sopiłkach ukraińskich, różnych dętych instrumentach, i śpiewa, oraz tak jak wsponiałeś, Ania Różycka, która śpiewa i gra na różnych instrumentach smyczkowych.

S.K: Pomagają Wam też dzieci.

P.Z: Tak, moje dzieci również się włączają i cechą naszego zespołu, jak mi ktoś powiedział, jest, że zawsze na scenie zawsze jakieś dziecko się pojawi.

S.K: Dzieci macie urocze i bardzo utalentowane. Powiedz Piotrze o planach na najbliższy czas.

P.Z: Planujemy kilka projektów, które opracowaliśmy, wprowadzić w życie i uruchomić. Żeby na scenach mogły rozbrzmiewać, to właśnie tutaj przygotowaliśmy projekt, który się nazywa Czerwony Młyn, jest to muzyka Jacka Kaczmarskiego opracowana na folkowo przez nas. Myślę, że wkrótce wydamy płytę.

S.K: Moim zdaniem będzie to wydarzenie, bo Wasza interpretacja Jacka Kaczmarskiego jest naprawdę niesamowita i moim zdaniem dla wielu ludzi będzie objawieniem artystycznym.

P.Z: Chcieliśmy w tym projekcie utwory Jacka zilustrować muzycznie, co naszym zdaniem daje też taką możliwość, żeby bardziej skupić się na tekście.

Bo jak Jacek sam śpiewa, to tego tekstu jest dużo i tak naprawdę każdy, kto słucha w pewnym momencie, przestaje się troszkę na tym skupiać. Jest to czasami mnóstwo treści ukrytych w tych paru strofach. A jak się gra, to można taki antrakt muzyczny zrobić gdzie ten słuchacz może zebrać siły na kolejną porcję tekstu.

S.K: Szykujecie też płytę z piosenkami z programem patriotycznym. Wiem, że będzie też świetna płyta. No i macie, jest cały czas do wydania gotowy program z tzw. Folkopolką, czyli z przebojami ludowymi z okresu dwudziestolecia międzywojennego.

P.Z: Tak, są to takie polskie piosenki, które często przetrwały gdzieś na emigracji i szczególnie w czasach międzywojennych zostały zarejestrowane w takich ludowych wykonaniach. No i my chcemy je na nowo ożywić i tutaj, chcemy, żeby w Polsce były śpiewane i żeby to była taka muzyka wesoła, taneczna a równocześnie dobrze zagrana.

S.K; Dziękuję za rozmowę.

Gościem Sławomira Króla był Piotr Ziółek.

 

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś