BIZNES

Michał Sadowski (Brand24): Nauczyłem się żyć z krytyką

Czy mocna marka personalna pomaga, czy raczej przeszkadza w budowaniu wizerunku firmy? O tym porozmawiamy z naszym gościem, którym jest Michał Sadowski — twórca Brand24, skromny i utalentowany młody przedsiębiorca, który wraz ze swoją świetnie prosperującą firmą, stawia pierwsze kroki na giełdzie.

Grzegorz Kiszluk: Na początek chciałbym zapytać Cię o coś, co bardzo mnie interesuje, patrząc na Twoją firmę i samego Ciebie. Największe firmy na świecie kojarzą się z konkretnymi osobami, tak też jest w Twoim przypadku. Powiedz mi, na ile ta Twoja skromność jest spontaniczna, a na ile jest to zaplanowane?

Michał Sadowski: U nas jest w 100% spontaniczne. Natomiast to też nie była jakaś przemyślana strategia. Dorabiałbym sobie do tego ideologię, gdybym powiedział, że widzieliśmy przypadki takie jak Steve Jobs i innych kilku znanych biznesmenów, którzy przez swoją osobę zmienili postrzeganie firmy, sprawiali, że ich biznes wydawał się bardziej ludzi i trudniej było go krytykować itd.

U nas to wyszło zupełnie przy okazji. Ja z różnych przyczyn lubiłem się dzielić różnymi sukcesikami, jakie odnosiliśmy w mediach społecznościowych i siłą rzeczy, przy okazji zbudowaliśmy zasięgi równolegle Brand24 jako marki i mnie jako założyciela.

G.K: Sam uważam, że nie ma się tu czego wstydzić, ani czego krytykować.

M.S: Jest to duża wartość, ale trzeba pamiętać, że ma to też swoje wady. Oczywiście pomaga to w pokazaniu firmy jako czegoś bardziej ludzkiego, a nie tylko jako bezduszny logotyp, spółkę akcyjną. Jest to Sadek, co bardzo uczłowiecza w oczach potencjalnej widowni, ale też rodzi pewne problemy i wyzwania.

Przede wszystkim ze skalowalnością, no bo siłą rzeczy bardzo mocno kojarzona marka personalna i marka firmowa powoduje takie sytuacje, że dostaje o 21:30 w sobotę wiadomości prywatne na Facebooku, od klientów, którzy przykładowo nie mogą zalogować się do Brandu i trzeba odpisywać. Natomiast największym naszym wyzwaniem było to, czy jesteśmy w stanie dotrzeć do klientów w sposób rentowny i skalowalny bez użycia marki personalnej.

Wiele osób zarzucało nam, że w Polsce możemy mówić o sukcesie Brand24, bo firma wybiła się na mojej marce personalnej, co jest dużą przesadą.

Myślę, że ogromna ilość polskich klientów nie wie, kim jestem, a wybrała po prostu produkt, bo jest dobry. Natomiast zastanawialiśmy się, czy globalnie uda się bez mojej personalnej marki w ogóle sprzedawać. Z perspektywy 3 lat, ponad połowa naszych klientów to klienci zagraniczni z 86 krajów i tam kompletnie nie słyszeli o mnie, a mimo to kupują nasze produkty.

G.K: Czyli to nie jest Twoja zasługa, kiedy z Waszych produktów korzysta córka Elvisa Presleya albo Pierwsza Dama?

M.S: Kiedy ogłosiliśmy, że Biuro Pierwszej Damy, a zarazem Biały Dom, jeszcze za prezydentury Baracka Obamy dołączył do użytkowników naszego skromnego narzędzia, wszyscy pytali, jak nam się to udało.

Każdy myślał, że jest to jakaś epicka historia pełna zwrotów akcji. A prawda jest taka, że oni trafili na nas po jednej z rekomendacji od zachodnich blogerów, którzy testowali narzędzia, a nasze spodobało im się najbardziej. Kontakt z nimi uaktywniliśmy tak naprawdę, dopiero w trakcie zakupów widząc, kto kupił konto. To jest też piękno biznesów działających globalnie i możliwości sprzedaży produktu na całym świecie bez wychodzenia z biura.

G.K: Co do Twojej marki personalnej, to nie sposób, abym nie wspomniał, że mam satysfakcję, iż znalazłeś się na liście 50 Najbardziej Kreatywnych w Biznesie. Najpierw dostrzegliśmy Cię na którymś z miejsc, później byłeś w czołówce, a teraz jesteś już jurorem.

M.S: Bardzo się z tego cieszę. Przedstawiając mnie, powiedziałeś, że mam wiele talentów. Mówiąc szczerze — i to nie jest jakaś skromność czy coś takiego, ale uważam, że jedynym moim talentem jest umiejętność pokazywania rzeczy, w którym jestem średni, w taki sposób, że wydaje się, że jestem dobry. Sama firma idzie wspaniale, ale to nie tylko moja zasługa, ale także wspaniałej załogi.

G.K: Oczywiście, że tak, tego nawet nie trzeba tłumaczyć. Myślę, że to, że jesteś osobą rozpoznawalną i ta droga, którą obraliście, jak się okazało tydzień temu, doprowadziła Was do giełdy. To jest pewnie jedna z tych rzeczy, o których mało jeszcze mówiłeś w wywiadach. Dlatego chciałbym spytać: jak się z tym czujesz? Jakie to dla Ciebie doświadczenie?

M.S: Na pewno nowe. Lepiej będę mógł to ocenić za kilka miesięcy lub nawet lat. Natomiast pierwsze doświadczenie jest takie, że intensywność życia i prowadzenia biznesu w momencie wejścia na giełdę jest na dużo wyższych obrotach. Wszystkie emocje związane z sukcesami i wyzwaniami są przemnożone razy tysiąc.

Wszystko jest też roztrząsane przez społeczność, która to obserwuje. Jest to ogromna presja, z jednej strony motywująca, a z drugiej stresująca. Nagle pojawiamy się w sytuacji, że wyniki spółki nie są w pełni zależne od moich działań. Giełdy rosną i maleją. To jest dla mnie taka nowość, że kurs mojej spółki spada, mimo że wszystko idzie super, a ostatni raport pokazał wyniki lepsze niż prognozowane. Mimo to spadają notowania mojej firmy, ponieważ cały rynek spada. To jest na początku dość trudne. Trzeba nauczyć się z tym żyć, tak samo, jak z krytyką, która nie posługuje się konkretnymi argumentami.

Przez kilka dni od momentu wejścia na giełdę usłyszałem więcej krytyki skierowanej do mnie i mojej firmy niż przez sześć lat działań na rynku.

G.K: Kto jest tym krytykantem?

M.S: Ciężko powiedzieć. To są najczęściej anonimowe fora dyskusyjne itd.

Czytam różne dyskusje na temat mojej firmy, bo postawiłem sobie za punkt honoru bycie blisko informacji zwrotnej i z nawet największej krytyki postarać się wyciągnąć konstruktywne rzeczy, chociaż jest to trudne.

Jest też trudność w tym, że od momentu, kiedy spółka stała się publiczna, każdy może kupić jej akcje. Siłą rzeczy nabywają je też znajomi i przyjaciele, którzy tworzą jeszcze większą presję, aby spółka rozwijała się w dobrą stronę, bo w jakiś sposób powiązali swoją przyszłość finansową z naszą firmą.

Oznacza to, że odpowiedzialność jest coraz większa, nie tylko wobec akcjonariuszy, których było do tej pory kilkunastu, nie wobec załogi, ale właśnie ludzi, którzy zdecydowali się zainwestować w nasz biznes.

G.K: Mam nadzieję, że będziesz umiał po ciężkim dniu zdjąć z siebie te wszystkie obowiązki i robić takie piękne zdjęcia, jakie teraz widzimy. Wprawdzie nie powiedzieliśmy o tym, ale Ty na Instagramie publikujesz fantastyczne rzeczy i masz ku temu ogromne możliwości technologiczne.

M.S: Tak, ale często najpiękniejsze zdjęcia można zrobić własnym sprzętem, odchodząc 5 minut od domu, wstając odpowiednio wcześniej czy chodząc spać odpowiednio późno.

G.K: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Gościem Grzegorza Kiszluka był Michał Sadowski.

brief.pl

Komentarze Facebook
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś