Architektura

Jakub Bazelak (architekt): Jestem architektem pierwszego kontaktu

W pierwszym odcinku programu Towarzystwa Biznesowe Macieja Gnyszki gościem będzie Jakub Bazelak, architekt z wieloletnim doświadczeniem cieszący się ogromnym zaufaniem wśród inwestorów. Co szczególnego wyróżnia go na tle innych architektów?

Maciej Gnyszka: Na rynku jest mnóstwo architektów. Powiedz, mi jak to się dzieje, że to właśnie do Ciebie ludzie walą drzwiami i oknami i się nie zawodzą, a do innych nie?

Jakub Bazelak: To łatwe pytanie: mam tylko jedno okno i jedne drzwi więc właśnie tam kolejka musi się ustawić. A tak poważnie, nie jest wcale tak łatwo, jak powiedziałeś, bo w samej Warszawie jest bodajże 2 tysiące samych architektów z uprawnieniami. Konkurencja jest więc duża i zacna, co warto podkreślić, bo firm architektonicznych, które sobie dobrze radzą nie tylko na polskim rynku, jest co najmniej kilka w Warszawie.

M.G: A co Ciebie wyróżnia? Dlaczego Twoi inwestorzy śpią spokojnie, podczas gdy inni bardzo się stresują?

J.B: Popełniłem wszystkie błędy, jakie były możliwe, więc już teraz wszystkie tematy mam ogarnięte.

M.G: Pomagasz tylko w projektowaniu, czy znasz wszystkich urzędników w całym mieście i okolicach?

J.B: Nie, to chyba byłoby niemożliwe, mamy tyle urzędników, że nie wiem nawet, czy pan odpowiedzialny za architekturę w Warszawie zna ich wszystkich. Nie jest to natomiast tak istotne, jak mogłoby się wydawać, ponieważ w urzędach wiele się zmieniło i, mimo że dużo łatwiej załatwia się sprawy z samymi urzędnikami, to jeśli chodzi o rozporządzenia i różne normy jest coraz trudniej. Także networking urzędowy w pewnym sensie pomaga, kilka osób znam.

M.G: Chodzą słuchy, że wiele mieszałeś przy projekcie Biblioteki Uniwersyteckiej, to prawda?

J.B: No tak, razem z trzydziestoma innymi architektami. Byliśmy pierwszymi, którzy pracowali przy pomocy komputerów. Dyplom robiłem jeszcze ręcznie, a właśnie druga poważna praca przy Bibliotece Uniwersyteckiej wykonywana była już z wykorzystaniem komputera. Jednocześnie startował projekt Sądu Najwyższego i tam byłem trochę dłużej. A czy mieszałem? Chyba niekoniecznie. Miałem swoją funkcję i odpowiedzialność, ale był to duży zespół, więc była to raczej praca zespołowa.

M.G:Rola architekta wciąż ewoluuje. Powiedz, co takiego dajesz Ty, czego nie dają inni?

J.B: Ja mam takie hasło, że jestem architektem pierwszego kontaktu. Najbardziej interesuje mnie ten pierwszy, wstępny etap projektowania, czyli praca z inwestorem nad jego wytycznymi i określeniem czego potrzebuje. Wbrew pozorom nawet doświadczone firmy deweloperskie przy specyficznym temacie nie do końca są w stanie określić, co z tego wyjdzie. Dlatego takie studium wstępne jest tym, czym bym się najchętniej zajmował, co nie znaczy, że nie zrobię projektu do pozwolenia na budowę i projektu wykonawczego.

Natomiast uważam, że faza początkowa jest najbardziej niedoceniana i najmniej doinwestowana. Kiedyś w zespole trzech pracowni zrobiliśmy pełną wielobranżową koncepcję na potężny biurowiec, na 60 tysięcy metrów i dopiero po analizie finansowej inwestor doszedł do wniosku, że jednak nie będzie budował. To świadczy o odpowiedzialności inwestora, który poświęcił czas, pieniądze, zatrudnił architektów, aby otrzymać odpowiedź, że jeszcze na tym etapie nie startujemy z tak poważną inwestycją.

M.G: Czyli dofinansowanie tej fazy inwestycji, może uchronić inwestora przed przestrzeleniem?

J.B: Zdecydowanie. Lepiej zrezygnować na wcześniejszym etapie niż brnąć w koszty i we własne zaangażowanie, bo to jednak nie są małe środki. Zaczynając budowę na złych założeniach, a później zmieniając je w trakcie, to dopiero zaczyna się zabawa, aczkolwiek też kilka takich przeszedłem. Miałem taki epizod w jednej z firm, że optymalizowaliśmy projekty będące w trakcie budowy, bo nie sprzedawały się mieszkania. Więc poprawialiśmy je szybkimi ruchami jeszcze w trakcie wznoszenia.

M.G: Pracujesz zwykle z wielkimi deweloperami czy także tymi mniejszymi?

J.B: Nie ma to wielkiego znaczenia. Muszę powiedzieć, że pojawia się coraz więcej deweloperów i też jeden z członków towarzystw biznesowych, czyli Państwo Piesto, idzie w tym kierunku i uważnie ich obserwuję. Ogólnie jest tak, że każda duża firma ma swoją politykę i albo ma sprawdzonych projektantów, z którymi współpracuje, albo do każdego projektu dobiera nową ekipę, co też jest dość ciekawym rozwiązaniem. Natomiast ja obecnie pracuję na stałe z jedną firmą deweloperską, która właśnie się rozpędza, nasza realizacja zaraz będzie ukończona, jest to budynek mieszkalny na 50 apartamentów na Mokotowie.

M.G: Jeżeli zgłosi się do Ciebie Brajan i Jessica, którzy kupili za 3 tysiące gotowy projekt swojego gniazdka w stylu disco-polo-buraczanym, czy przyjmiesz takie zlecenie?

J.B: Nie, ja się domami nie zajmuję. Nawet nie dlatego, że jest to jakiś temat, nie daj Boże uwłaczający, tylko dlatego, że zajmuje tyle samo czasu co duży projekt. Raz pracowałem przy powstawaniu domu, który miał 1600 m2 i taki dom z chęcią bym jeszcze zaprojektował.

M.G: Czyli musi się do Ciebie zgłosić młody Kulczyk?

J.B: Nie, mówimy tu o centrach logistycznych, fabrykach, siedzibach czy niedużych biurowcach. Nie chodzi o wielkość budowy tylko raczej o zakres. Domy jednorodzinne niekoniecznie, ale architektura przemysłowa czy sportowa jak najbardziej.

M.G: Widzimy kilka Twoich realizacji. Opowiedz nam coś o nich.

J.B: To, co widzimy teraz to klub tenisowy w Warszawie nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Jest to realizacja sprzed 15 lat, byłem autorem i koordynatorem tego projektu. Tutaj z kolei jest hala tenisowa, jak widać, wyposażono ją w łuki z klejonego drewna, a w jej tle widzimy najwyższą ścianę kurtynową w Polsce bez podpór pośrednich licząca sobie prawie 10 m.

M.G: Wróćmy do ulicy Joliot-Curie, gdzie obecnie pracujesz nad projektem.

J.B: On jest w zasadzie skończony, zostanie oddany do użytkowania w marcu lub kwietniu tego roku.

M.G: Jaką najciekawszą rzecz pamiętasz, która spotkała Cię w pracy projektowej?

J.B: Właśnie chyba ten klub tenisowy. Pracowałem z bardzo ciekawym konstruktorem z Gorzowa Wielkopolskiego, a projekt robiliśmy korespondencyjnie. Ja podsyłałem mu różne tematy, a on odpowiadał mi, że jeżeli moje propozycje mają zadziałać, trzeba posunąć wiedzę związaną z obecnie funkcjonującymi konstrukcjami o jakieś 50 lat do przodu. Natomiast był to genialny człowiek, który zawsze dawał mi trzy rozwiązania, które można było zastosować w różnych konfiguracjach, więc bardzo mile wspominam tę współpracę. Kolejną ciekawą historią była wentylatornia tego obiektu, gdzie w trakcie okazało się, że trzeba zejść o dwie kondygnacje niżej. Cały projekt był więc przerabiany w biegu, a w miejsce wentylatorni powstało profesjonalne studio nagrań muzycznych.

M.G: Jak nasi widzowie zainteresowani współpraca z Tobą mogą Cię odnaleźć?

J.B: Przede wszystkim mam stronę na Facebooku Jakub Bazelak i zachęcam także do kontaktu mailowego kuba.bazelak@gmail.com. Z chęcią odpowiem na wszystkie pytania. Doradzę także, gdy ktoś jest w trakcie inwestycji, takie spojrzenie z innej perspektywy czasami potrafi wiele pomóc.

M.G: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Gościem Macieja Gnyszki był Jakub Bazelak.

 

 

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś