Gwiazdy

Wegetarianizm jest leszczarski! – Natalia Przybysz

Co robiła Natalia Przybysz na dachu indyjskiej świątyni? Odpowiedź w rozmowie przeprowadzonej przez Tomasz Słodkiego podczas 5. Oka Podróżnika.

Tomasz Słodki:. Zgadzasz się z Jackiem Kleyffem, że w trasie koncertowej nie ma problemu z wegetariańskim jedzeniem?

Natalia Przybysz: Tak, zgadzam się. Wegetarianizm w ogóle jest leszczarski.

S. : No to powiedzmy o weganizmie, bo ty jesteś weganką.

N.P.: Też spoko. Ostatnio moja mama przestała być weganką, przeszła na surowo warzywa i owoce i ja się czuję leszczem totalnym. W ogóle nie wiem, na co narzekać.

T.S.: Czyli jest witarianką…

N.P.: Tak, moja mama. Co powoduje, że ja żyję jak pączek w maśle.

T.S.: To udajemy się do Indii. Wtedy jeszcze byłaś wegetarianką. Kiedy to było?

N.P.: To było… kilka dzieci temu. Cztery lata temu.

T.S.: Opowiedz, co ciekawego widziałaś w Indiach. Czym urzekł cię ten kraj?

N.P.: Jestem podróżnikiem mało lubiącym się przemieszczać. Dla mnie najgorsza jest podróż tak naprawdę. I noszenie plecaków, butów, i w ogóle, ten motion, który lubią podróżnicy, to dla mnie jest  najbardziej uciążliwe. Ja lubię gdzieś być, spotykać tego samego dziadka – przez dwa tygodnie na tym samym rogu, na tej samej ulicy. Najpiękniejsze były dla mnie trzy rogi ulic w Mysore, gdzie byłam i gdzie uczyłam się na kursie nauczycielskim jogi. Tak naprawdę szkoła, ławka, pan Nagaraj, jogasutry, pani, która uczyła mnie śpiewu… Lubię takie podróże do wnętrza i uczenie się czegoś w nowym miejscu.

T.S.: Obserwowałaś ludzi?

N.P.: Tak. Bardzo mi się w Indiach podoba to, że jest bardzo dużo staruszków, a ponieważ mnie bardzo długo dziadek wychowywał i babcia, to ja się bardzo dobrze czułam tam, bardzo bezpiecznie. I wyleczyłam się z różnych swoich lęków i fobii. W stylu, że w domu pięć razy sprawdzam, czy zamknięte drzwi są. W Indiach kompletnie mi to przeszło, chociaż tam nie dało się zamknąć drzwi w ogóle. Ponieważ krowy są wyluzowane i ja wreszcie mogłam mieć w z nimi kontakt, bo całe życie nie miałam tej okoliczności. Dopiero dzisiaj, w Polsce, pierwszy raz, to jest wyjątkowy dzień. Wróciłam z działki – tam była krowa i załatwiłam to sobie, że do niej poszłam. Pani była wstrząśnięta, że ja mam taka kwestię. W Indiach to było cudowne. I jakoś terapeutycznie kontakt ze starszymi ludźmi, ze zwierzętami, wpłynął na mnie, i joga, i śpiew, i różne takie kolorystyczne aspekty.

T.S.: A świątynie? Wszyscy, którzy się do Indii udają, muszą odwiedzić świątynię. Czuć tam niezwykłą atmosferę?

N.P.: Byłam w dwóch świątyniach. W jednej byłam codziennie, ponieważ na jej dachu przebierałam się w getry. Pan, który był nauczycielem, uczył w świątyni. Zajęcia o piątej rano były w świątyni na górze, jak w zakrystii. Natomiast ja byłam jedyną kobietą, bo tam przychodzili bramini i trzech chłopaków z Izraela. Nie miałam się gdzie przebrać, więc pan mi powiedział „go there, change!”, poszłam, okazało się, że jestem na dachu świątyni, i że wszyscy śpią, tak że luz, można się przebierać. To było cudowne.

A drugą świątynię zwiedziłam razem z nauczycielką śpiewu, którą poznałam na takim spektaklu tanecznym, który był totalnie magiczny, cudowny. Wiadomo, jak wygląda ten tradycyjny taniec w Indiach – kobiety mają pomalowane dłonie i … To było cudowne, bo to był taniec, który opowiadał historię o lwie, kobieta tańczyła na płótnie, co jakiś czas maczając stopy w czerwonej farbie, a na koniec okazało się, że namalowała podczas tańca głowę lwa. No i obok mnie siedziała babcia bardzo miła, w najbardziej wypasionym sari, karmiła mnie jakimiś cukierkami. W końcu okazało się, że uczy śpiewu. No i tak później już do niej chodziłam codziennie. Grała na harmonium…, później wspólnie doszłyśmy do wniosku, że jedno życie to jest za mało, żeby ogarnąć tę muzykę.

T.S.: No ale tam z życiem po życiu nie ma problemu, bo w Indiach wierzy się w reinkarnację.

P.: No tak. Trzeba się jakoś ustawić i w coś, po prostu, wierzyć.

T.S.: Z dziećmi podróżujesz?

N.P.: Drugi raz w Indiach byliśmy razem. Ja byłam w ciąży, a Anielka była już na świecie.

T.S.: Trudno pojechać w taką daleką podróż?

N.P.: Nieee, jak już się dotrze, to już jest fajnie.

T.S.: Mamy tutaj dzisiaj parę rodzin. Jakieś rady praktyczne dla tych, którzy wybierają się z dziećmi w taką daleka podróż?

P.: No, można wziąć iPada i od czasu do czasu puścić bajkę, żeby mogły się wyluzować, w zależności od warunków. I dzieci potrzebują mieć swój kocyk i poduszeczkę z domu. Żeby się coś powtarzało codziennie i żeby czuły, że to jest jednak domek nowy. To mi się wydaje ważne.

T.S.: To o jedzeniu teraz, bo w ramach Tygodnia Wegetarianizmu rozmawiamy, co można zjeść w takim kraju. Jacek Kleyff powiedział, że nie miał problemu w Indiach. To takie miejsce, w którym szanuje się wegetarian.

N.P.: No tak, najwyższe kasty są wegetarianami. Jest to cudowne miejsce, absolutnie.

T.S.: Co takiego fajnego tam jadłaś, pamiętasz?

N.P.: Mój nauczyciel śpiewu, który jest Amerykaninem, też, jak uczył mnie śpiewu, uczył mnie też gotować. Tak samo tu: wszystko zaczynało się od tego, że nauczycielka śpiewu musiała mnie najpierw solidnie nakarmić i robiła różne pyszne rzeczy. […] Poza tym ona mówi, że najpierw się modli o właściwe składniki, tylko współpracuje z Bogiem podczas gotowania. […]

T.S.: Potrzebujemy wiz?

N.P.: Tak.

T.S. : A ile pieniędzy potrzebujemy na taką wyprawę?

N.P.: Zależy… Możemy niewiele potrzebować. Jeżeli zapowiada nam się nie za dobra emerytura, to powinniśmy się tam wszyscy przeprowadzić. Moglibyśmy powynajmować swoje mieszkania w Warszawie i tam spokojnie żyć. Bardzo dobre obiady jadłam za 20 rupii. Z panami, którzy remontowali coś (nie wiem, co, no nic nie wyglądało w okolicy na under construction), ale oni byli wyraźnie w farbie. Miałam wypasione miejsce w cieniu, gdzie nie było słońca, ale były muchy. Było bardzo dobre jedzenie tam. Składało się z tego, że było jakieś takie tapiokowe curry, ryż, papadam i malutko chuteyu, i codziennie było to samo, i nie było nic do wyboru, i to było strasznie dobre.

T.S. Dziękuję bardzo, Natalia Przybysz, weganka. Jakieś przesłanie wegetariańskie i wegańskie na koniec?

N.P.: Ojej… Polecam kontakt z krowami!

 

Komentarze Facebook
Udostępnień
Click to comment

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio

Pierwsza na świecie telewizja nadająca regularny program na Facebooku i YouTube, produkująca profesjonalne treści filmowe we współpracy z polskimi przedsiębiorcami, artystami, dziennikarzami, muzykami.

Copyright © 2016 - 2017 by: Compas Multimedia Tomasz Słodki

Do góry
Udostępnień
ś